W sobotę o trzeciej,
W supermarkecie.
Wciąż jeszcze myślisz o rozdziale
O powstaniu wszechświata.
Nie umiesz wyobrazić sobie stanu
Przed Wielkim Wybuchem,
Kiedy stygnące ciała powstając,
Przegnane zostały przez przestrzeń i czas.
Jak myśleć przed, kiedy przed nie istnieje?
Jak przy pomocy słów tam i wtedy
Przejść na tę drugą stronę? Obraz, którego nie widzisz.
W sobotę po południu, o trzeciej.
Między półkami z karmą dla zwierząt
I butelkami alkoholu
Dopada cię kruchość ciał.
Tylko czasem astralnych,
Zwykle jednak chtonicznych.
W sobotę o trzeciej,
Zaledwie metr dalej.
W kałuży krwi leży człowiek.
Kasjerki, które próbują go utrzymać
Za jego drżące członki,
Pod głowę podłożyły mu woreczek fasoli.
Rana przecięła mu twarz.
Czerwony śluz powoli oblewa twój but.
Podnosisz go. Ślad, którego nie rozumiesz.
W supermarkecie.
W sobotę o trzeciej.
Siatka z kilogramem światła przewraca się
I cytryny jak drobne słońca
Rozlatują się po wózku na zakupy.
Cienkie łupinki porządku
Szybko zatrzymują się przy chłodnych kratkach nonsensu.
Wydarzenie, które ewokuje, ale nie wyjaśnia.
O trzeciej. W sobotę.
Na parkingu pada deszcz.
Jest styczeń, zbyt ciepło jak na tę porę roku.
W telewizji by chcieli,
Żeby było chłodniej.
Byłoby dobrze dla turystyki zimowej.
Byłoby dobrze dla zbiorów.
Byłoby dobrze dla zapobiegania chorobom wirusowym.
W sobotę o trzeciej.
Źródło: Aleš Šteger, Peter N. Gruber: Kamen, Študentska založba, Ljubljana 2002.
Przekład: Ewa Ziewiec
V soboto ob treh,
V supermarketu.
Še vedno misliš na poglavje
O nastanku vesolja.
Ne znaš si predstavljati stanja
Pred velikim pokom,
Ko je ohlajajoča se telesca v nastajanju
Odneslo skozi prostor in čas.
kako misliti prej, ko prej ne obstaja?
Kako z besedami kot tam in tedaj
Stopiti onkraj? Podoba, ki je ne vidiš.
V soboto popoldne, ob treh.
Med policami s hrano za živali
In staklenicami žganih pijač
Te dohiti krhkost teles.
Le redko astralnih,
Običajno predvsem htonskih.
V soboto ob treh,
In le kak meter proč.
V mlaki krvi leži neznanec.
Blagajničarki, ki ga poskušata držati
Za njegove trzajoče ude,
Sta mu vzglavje podložili z vrečo fižola.
Rana mu je preklala obraz.
Rdeč sluz počasi obliva tvoj čevelj.
Dvigneš ga. Odtis, ki ga ne razumeš.
V supermarketu.
V soboto ob treh.
Vrečka s kilogramom svetlobe se prevrne
In limone se kot drobna sonca
Razletijo po nakupovalnem vozičku.
Tanke lupinice reda
Se hitro zaustavijo ob hladnih rešetkah nesmisla.
Dogodek, ki evocira, a ne razloži.
Ob treh. V soboto.
Na parkirišču pada dež.
Januar je, pretoplo za ta čas.
Na televiziji si želijo,
Da bi bilo hladneje.
Bilo bi dobro za zimski turizem.
Bilo bi dobro za kmetijski pridelek.
Bilo bi dobro za preprečevanje virusnih obolenj.
V soboto ob treh.
Vir: Aleš Šteger, Peter N. Gruber: Kamen, Študentska založba, Ljubljana 2002.