Tomasz Łukaszewicz

Reportaż z Lipskich Targów Książki

Lipskie Targi Książki odbywały się w dniach 22-25 marca 2007 r. Miałem okazję je odwiedzić w sobotę, 24. marca. Do Lipska dotarłem rano, po całonocnej podróży z Gdańska. Nie było problemem dostać się do Lipskiej Hali, gdzie odbywały się targi, gdyż w owych dniach całe miasto żyło tym wydarzeniem, co parę minut tramwaje i autobusy dowoziły odwiedzających na miejsce targów. Gdy wysiadłem z tramwaju, moim oczom ukazał się wspaniały widok Hali do której zmierzały tłumy. Wokół rozbrzmiewały różne języki, kolorowo poubierani mieszkańcy Lipska oraz turyści z niecierpliwością czekali w kolejkach do kas, podczas gdy ze środka dobywał się zgiełk. Czuć było atmosferę wielkiego święta.

Hala Lipskich Targów jest naprawdę ogromnych rozmiarów. Składa się z pięciu nowoczesnych konstrukcji, z których każda jest niewiele mniejsza od gdańskiej Olivii. Kiedy zostawiłem zbędne rzeczy w szatni, kupiłem bilet i znalazłem się wewnątrz, rozpocząłem poszukiwanie stoiska słoweńskiego, które było moim głównym celem. Znajdowało się ono w hali nr 4, więc zanim do niego dotarłem, minąłem dziesiątki innych stoisk. Gdy w końcu odnalazłem Słowenię, przywitał mnie Aleš Šteger, jeden z pisarzy, których miałem okazję poznać parę miesięcy wcześniej, podczas Światowych Dni Literatury Słoweńskiej w Gdańsku. Wskazał mi lodówkę wypełnioną butelkami słoweńskiego piwa Union i zaproponował chwilę odpoczynku, z czego z przyjemnością skorzystałem.
Słoweńskie stoisko było oddzielone od reszty ścianami, które pełniły funkcję półek na książki. Każdy odwiedzający mógł sobie przeglądać książki i broszury. W rogu znajdowały się fotele oraz stolik, przy którym odbywały się różne dyskusje. Miałem okazję wysłuchać rozmowy, którą Mojca Kumerdej prowadziła z Mladenem Dolarem na temat jego twórczości i filozofii. Aleš nieustannie przyjmował różnych gości, rozmawiał z dziennikarzami, rozdzielał broszury i konspekty. W wolnej chwili zgodził się na udzielenie mi krótkiego wywiadu. Kiedy skończyliśmy rozmawiać, postanowiłem sprawdzić, co dzieje się poza stoiskiem słoweńskim. Tak się składało, że tuż obok swoje miejsce miała Chorwacja. Również tam nieustannie coś się działo, odwiedzający przeglądali książki i słuchali wystąpień pisarzy. Kawałek dalej ujrzałem ogromną fotografię Ryszarda Kapuścińskiego. Gablotki z jego książkami stanowiły jedną z dwóch części, na które podzielone było polskie stoisko. W drugim znalazły się pozostałe ciekawsze polskie wydania. Ściany serbskiego stoiska były udekorowane ciekawymi fotografiami, które przykuwały uwagę zwiedzających.

Kiedy z każdego z tych stoisk zebrałem materiały, które chciałem przywieźć na Uniwersytet, postanowiłem zobaczyć pozostałe hale. Zajęło mi to sporo czasu, którego nie miałem zbyt wiele. Gdy wróciłem do stoiska Słowenii, Aleš poprosił mnie żebym odnalazł Mitję Čandra, drugiego z literatów, którzy gościli w listopadzie w Gdańsku. Nie było to łatwe, ale w końcu go znalazłem. Przy niemieckiej białej kiełbasie z rożna i szklance wody przeprowadziliśmy rozmowę, w której Mitja zdradził tajemnice funkcjonowania Wydawnictwa Studenckiego z Lublany. Potem pozostała mi jeszcze chwilka na zrobienie paru zdjęć, następnie zaś musiałem się pożegnać. Muszę przyznać, że Lipskie Targi zrobiły na mnie ogromne wrażenie, dlatego wszystkim tym, którzy kochają książki, polecam odwiedzenie ich w przyszłym roku.

Marzec 2007

Tomasz Łukaszewicz

Reportaža iz Leipziškega knjižnega sejma

Leipziški knjižni sejem je trajal od 22.-25. marca 2007. V soboto 24. marca sem preživel ves dan na sejmu. V Leipzig sem prispel zgodaj zjutraj, po celonočnem potovanju z vlakom iz Gdanska. Ni bilo težko priti do Leipziškega razstavišča, ker je v teh dneh vso mesto živelo v duhu tega dogodka – vsakih pet minut so tramvaji in avtobusi vozili obiskovalce na knjižni sejem. Ko sem izstopil iz tramvaja, sem zagledal prekrasno zgradbo, v katero se je drenjala množica ljudi. Ljudje okoli mene so govorili v različnih jezikih, meščani Leipziga in turisti v pisanih oblačilih so z nestrpnostjo čakali v vrstah do blagajn, iz notranjosti zgradbe pa je bilo slišati različne šume. Bilo je praznično vzdušje.
Sejemsko razstavišče v Leipzigu je res veliko. Sestavlja ga pet ogromnih modernih zgradb oz. dvoran. Ko sem pustil nepotrebne stvari v garderobi, kupil vstopnico in se podal v notranjost razstavišča, sem začel iskati slovensko stojnico, ki je bila moj glavni cilj. Nahajala se je v dvorani številka 4 in predno sem jo našel, sem se sprehodil mimo mnogih drugih stojnic. Ko sem le našel Slovenijo, me je pozdravil Aleš Šteger, eden od pisateljev, ki sem ga imel priložnost spoznati nekaj mesecev prej na Svetovnih Dnevih Slovenske Literature v Gdansku. Pokazal mi je hladilnik, napolnjen s steklenicami slovenskega piva Union in me peljal v kotiček, kjer sem se lahko spočil.

Slovenska stojnica je bila ločena od ostalih s stenami, ki so hkrati služile tudi kot knjižne police. Vsi, ki so jo obiskali, so si lahko ogledovali knjige in brošure. V kotu so imeli naslanjače in mizo, pri kateri so se odvijale različne diskusije. Imel sem priložnost poslušati pogovor med Mojco Kumerdej in Mladenom Dolarjem o njegovih delih in filozofiji. Aleš je neprekinjeno pozdravljal različne goste, se pogovarjal z novinarji, delil brošure in izvlečke. Ko je le imel hip časa tudi zame, sem naredil z njim kratek intervju. Ko sva končala pogovor, sem si odšel ogledati, kaj se dogaja izven slovenske stojnice. Blizu je imela svoj kotiček Hrvaška. Tudi tam se je ves čas nekaj dogajalo, obiskovalci so si ogledovali knjige in poslušali nastope pisateljev. Par korakov od hrvaške stojnice sem opazil ogromno fotografijo Ryszarda Kapuscinskega. Vitrine z njegovimi knjigami so bile eden od dveh delov poljske stojnice. V drugem delu pa so bile razne zanimive poljske publikacije. Stene srbske stojnice, ki se je tudi nahajala v istem prostoru, so bile okrašene z lepimi slikami, ki so privlačile pozornost obiskovalcev.
Ko sem si na vseh teh stojnicah nabral različno gradivo, ki sem ga želel prinesti s sabo na našo katedro, sem se odločil, da si ogledam še preostale dvorane. Za to sem potreboval veliko časa, ki pa ga nisem imel. Ko sem se vrnil na slovensko stojnico, me je Aleš vprašal, če bi lahko poiskal Mitjo Čandra, drugega literata, ki je bil tudi naš gost lanskega novembra v Gdansku. Ni bilo lahko, ampak na koncu sem ga le našel.
Ob nemški pečeni beli klobasi in steklenici vode sva se zapletla v pogovor, v katerem mi je Mitja razkril skrivnosti delovanja Študentske Založbe iz Ljubljane. Potem mi je ostalo še malo časa, da sem naredil nekaj fotografij, nato pa sem se moral posloviti. Moram priznati, da je Leipziški knjižni sejem name napravil velik vtis, njegov obisk priporočam vsem, ki imajo radi knjige.

Marec 2007