France Prešeren: Sonety nieszczęścia

*** [W GŁUSZACH AFRYKI PODRÓŻNY ZBŁĄKANY]

W głuszach Afryki podróżny zbłąkany
straciwszy drogę, gdy noc skryła ziemię,
a gwiazdy ćmiły skłębionych chmur cienie,
na świt czekając legł w trawie znękany.

Wtem zza chmur księżyc wychynął źródlany,
oświetlił żmiję zwiniętą w pierścienie,
tygrysią matkę liżącą swe szczenię
i lwa, co drzemał, w ciszę zasłuchany.

Młody podróżny, drętwy z przerażenia,
patrzał w ten obraz nie widząc strasznego
widma przyszłości, co już pełzło z cienia.

Noc się rozjaśnia i zieje na niego
ohyda życia, troski i zmartwienia,
a pod nim otchłań bez wyjścia żadnego.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

France Prešeren: Sonetje nesreče

*** [POPOTNIK PRIDE V AFRIKE PUŠAVO]

Popotnik pride v Afrike pušavo,
steze mu zmanjka, noč na zemljo pade,
nobena luč se skoz oblak ne ukrade,
po mesci hrepeneč se uleže v travo.

Nebo odpre se, luna da svečavo;
tam vidi gnezditi strupene gade,
in tam brlog, kjer íma tigra mlade,
vzdigváti vidi léva jezno glavo.

Takó mladenča gledati je gnalo
naključje zdanjih dni, dokler napoti
prihodnosti bilo je zagrinjalo.

Zvedrila se je noč, zija nasproti
življenja gnus, nadlog in stisk nemalo,
globoko brezno brez vse rešne póti.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/92_potnik.asp

*** [DĄB, WICHREM ZIMY NA ZIEMIĘ ZWALONY]

Dąb, wichrem zimy na ziemię zwalony,
gdy tylko słońce na wiosnę przygrzeje,
znów tu i ówdzie listkiem zielenieje,
nie całkiem jeszcze mocy pozbawiony.

Ale los jego już przesądzony,
bo gdy znów wiosną wiatr z lasu śnieg zwieje,
martwy śniat dębu na ziemi butwieje,
łup przez robactwo żarłoczne toczony.

Tak się przed tobą, póki serca bicia,
okrutny losie, biedak broni właśnie,
gdy go powalisz na ziemię z ukrycia.

Koniec swój rychły widzi coraz jaśniej,
z dnia na dzień słabiej tli się świeca życia,
aż się wyczerpie paliwo i zgaśnie.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

*** [HRAST, KI VIHAR NA TLA GA ZIMSKI TREŠNE]

Hrast, ki vihar na tla ga zimski trešne,
ko toplo sonce pomladanako séje,
spet ozelénil semtertje bo veje,
naenkrat ne zgubi moči popréšne:

al vender zanjga ní pomóči rešne;
ko spet znebi se gojzd snega odeje,
mladik le malo, al nič več ne šteje,
leži tam rop trohljivosti požrešne:

tak siromak ti v bran, sovražna sreča!
stoji, ki ga iz visokosti jasne
na tla telébi tvoja moč gromeča;

ak hitre ne, je smrti svest počasne,
bolj dan na dan brli življenja sveča,
dokler ji reje zmanjka, in ugasne.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/93_hrast.asp

*** [KTO W DARZE DOSTAŁ OD SZCZĘŚCIA POLICZEK]

Kto w darze dostał od szczęścia policzek,
komu to szczęście zawsze jest jak zdrada,
choćby jak Gigant setkami rąk władał,
obce mu będą Plutona zdobycze.

Gdziekolwiek stąpnie – ciernie i gorycze,
gdzie dom postawi – grozi mu zagłada,
powódź wezbrana do ścian się podkrada
i fale trwóg w nie biją tajemnicze.

Ciągle go nęka troska o kęs chleba,
nigdzie spokoju, choćby obejść zdołał
wszystkie krainy pod kopułą nieba.

Jedynie w grobie cichym, dokąd zgoła
nikt się nie kwapi, a jednak iść trzeba,
spocznie – i tam śmierć otrze mu pot z czoła.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

*** [KOMUR JE SREČE DAR BILA KLOFUTA]

Komur je sreče dar bila klofuta,
kdor je prišel, ko jaz, pri nji v zamero,
ak bi imel Gigantov rok stotéro;
ne spravi vkup darov potrebnih Pluta.

Kjer hodi, mu je s trnjam pot posuta,
kjer si poiše dom, nadlog jezéro
nabere se okrog, in v eno mero
s togotnimi valmí na stene buta.

Okrog ga drvita skrb in potreba,
miru ne najde revež, ak preiše
vse kraje, kar jih strop pokriva néba;

šele v pokóji tihem hladne hiše,
ki pelje vanjo temna pot pogreba;
počije, smrt mu čela pot obriše.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/94_komur_srece_dar.asp

*** [PRZEZ CIEBIE, LOSIE OKRUTNY I SROGI]

Przez ciebie, losie okrutny i srogi,
z ust mych nie wyjdzie żaden żal ni jęki,
przyzwyczaiłem się już, Bogu dzięki,
do moich cierpień, do życia katorgi.

Już barkom moim ciężar nie jest wrogi
ani dla spiekłych ust kielich udręki,
skóra ma twarda, paluchy jak sęki,
ciernie niestraszne już dla mojej nogi.

Ścierpły mi członki, zesztywniały stawy,
skrzepła na kamień żywość serca tkliwa,
ducha ujarzmił pancerz nieruchawy.

Strach uciekł, a z nim nadzieja kłamliwa.
Przedtem służyłem szczęściu dla zabawy,
teraz już jestem jak kłoda nieżywa.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

*** [ČEZ TEBE VEČ NE BO, SOVRAŽNA SREČA]

Čez tebe več ne bo, sovražna sreča!
iz mojih ust prišla beseda žala;
navadil sem se, naj Bogú bo hvala,
trpljenja tvojega, življenja ječa!

Navadile so butare se pléča,
in grenkega se usta so bokala,
podplat je koža čez in čez postala,
ne stráši več je tŕnjovka bodeča.

Otrpnili so udje mi in sklepi,
in okamnélo je srce prežívo,
duha so ukrótili nadlog oklepi;

strah zbežal je, z njim upanje goljfivo;
naprej me sreča gladi, ali tepi,
me tnalo najdla boš neobčutljivo.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/96_cez_tebe.asp

*** [O VRBO SZCZĘŚLIWA, WSI MOJA RODZINNA]

O Vrbo szczęśliwa, wsi moja rodzinna,
gdzie stoi jeszcze ojca mego chata,
niechby mnie żądza wiedzy z twego świata
wyjść nie skusiła, zdradliwa godzina!

Nie wiedziałbym, jak zmieniać się zaczyna
słodycz w truciznę, gorzka złud zapłata,
i co do wiary w siebie jest zatrata,
burz i rozterek wewnętrznych przyczyna.

Dłoń pracowita i serce dziewicy
wierne dostałbym w wianie jak podarek.
Bo wszak – magnatka tego nie użyczy.

Dzień za dniem płynąłby mi jak rząd barek.
Domu przed ogniem, przed gradem pszenicy
strzegłby najbliższy sąsiad, święty Marek.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

*** [O VRBA! SREČNA, DRAGA VAS DOMAČA]

O Vrba! srečna, draga vas domača,
kjer hiša mojega stoji očeta;
de b' uka žeja me iz tvojga svéta
speljala ne bila, goljfiva kača!

Ne vedel bi, kako se v strup prebrača
vse, kar srce si sladkega obeta;
mi ne bila bi vera v sebe vzeta,
ne bil viharjov nótranjih b' igrača!

Zvestó srce in delavno ročico
za doto, ki je nima miljonarka,
bi bil dobil z izvoljeno devico;

mi mirno plavala bi moja barka,
pred ognjam dom, pred točo mi pšenico
bi bližnji sosed vároval - svet' Marka.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/91_o_vrba.asp

*** [ŻYCIE – WIĘZIENIEM, CZAS – OKRUTNYM KATEM]

Życie – więzieniem, czas – okrutnym katem,
troska – z dniem każdym coraz młodszą żoną,
rozpacz z cierpieniem – służbą nieznużoną,
a ból jak czujny dozorca z harapem.

Przyjazna śmierci, nie wahaj się zatem,
tyś bramą – drogą szczęścia wytyczoną,
co wyprowadza duszę umęczoną,
tam gdzie rdza wszelkie rwie więzy ze światem,

tam gdzie już krzywda więcej się nie sroży,
tam gdzie jej przemoc słabych nie potrąca,
tam gdzie już człowiek beż żadnej obroży,

tam w czarnej jamie poduszka kojąca
temu, co na niej do snu się ułoży,
aby zgiełk zmartwień snu mu nie zamącił.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

*** [ŽIVLJENJE JEČA, ČAS V NJI RABELJ HUDI]

Življenje ječa, čas v nji rabelj hudi,
skrb vsak dan mu pomlájena nevesta,
trpljenje in obup mu hlapca zvesta,
in kes čuvaj, ki se níkdar ne utrudi.

Prijazna smrt! predolgo se ne múdi:
ti ključ, ti vrata, ti si srečna cesta,
ki pelje nas iz bolečine mesta,
tje, kjer trohljivost vse verige zgrudi;

tje, kamor moč pregánjovcov ne seže,
tje, kamor njih krivic ne bo za nami,
tje, kjer znebi se človek vsake teže,

tje v posteljo postlano v črni jami,
v kateri spi, kdor vanjo spat se vleže,
de glasni hrup nadlog ga ne predrami.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/95_zivljenje_jeca.asp