France Prešeren: Inne wiersze

DO DZIEWCZĄT

Synom Jakuba w pustynnej dali
Bóg sypnął mannę z nieba jak z sita;
Ale że w porę jej nie zebrali,
przepadła manna niespożyta.

W rozkosznym chłodzie o świtaniu
błyszczy się jasnym srebrem rosa,
lecz kiedy pełny dzień nastanie,
nie czuje rosy stopa bosa.

W czas wiosny liście stroją drzewa,
woń kwiatów przez ogrody płynie.
Lecz gdy nadejdzie wichr i ulewa,
liść spada z drzewa, a kwiat ginie.

Rosie i mannie niech będzie chwała,
kwiatom podobnym waszej piękności.
Dziewczęta, młodość wasza nietrwała,
żyjcie, dopóki miłość w was gości.

Kwiaty z koszyczka dzielcie ochotnie,
harde i dumne, bo jeszcze młode.
Nadejdzie jesień, będzie markotnie,
gdy czas zabierze waszą urodę.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

France Prešeren: Druge pesmi

DEKLETAM

Padala nebeška mana
Izraelcam je v pušavi;
zginila je, ak pobrana
ni bila ob uri pravi.

Kak lepó se rosa bliska,
dokler jutra hlad ne mine!
Komej sonce bolj pritiska,
bo pregnana od vročine.

Rožice cvetó vesele
le ob času letne mlade;
leto pošlje piš in strele,
lepo cvetje jim odpade.

Roža, rosa ino mana
naša je mladost, dekleta!
Svétjem, naj ne bo zaspana,
ki cvetó ji zlate leta.

Fante zbiraš si prevzetna,
se šopiriš, ker si zala;
varji, varji, de priletna
samka se ne boš jokala!

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/03_dekletam.asp

ŻYDOWSKA DZIEWCZYNA

Jest na Morawach gród Łysice,
dorodne kwitną tam dziewice,
wśród nich żydowskie dziewczę kwitnie.

Chrześcijanie chodzą do kościoła,
w ukłonach nisko chylą czoła,
krążąc po rynku dookoła.

Zaś córa rodu Abrahama
rzadko pojawia się przed bramą,
codziennie w domu siedzi sama.

W sobotę rynek uprzątnięto,
dla chrześcijan całkiem zwykły dzień to,
dla prawowiernych Żydów święto.

I choć świątynia jest daleko,
gdzieś poza mostem i za rzeką,
dziewczyna pół dnia z wyjściem zwleka.

Wreszcie się w te odzywa słowa:
„Tak mi dziś, ojcze, ciąży głowa,
pozwól mi wyjść pospacerować.

Już kwitną w parku bzy pachnące,
śpiewają ptaki, świeci słońce,
i sarny pasą się na łące”.

W parku już wieczór się zaczynał,
kiedy spotkała tam dziewczyna
miłego jej chrześcijanina.

Młodzieniec wziął jej dłonie białe,
do serca uniósł i z zapałem
rzekł: „Słuchaj, co ci wyznać chciałem:

Uczy mnie wiara Chrystusowa,
że wszystkich ludzi mam miłować,
a tyś pokochać mnie gotowa?”

Dłonie spod serca mu wyrwała,
a potem gorzko zapłakała
i rzekła: „Oto prawda całą.

Jest miłość w waszych przykazaniach,
choć wiara do niej cię nakłania,
poślubić mnie, Żydówkę, wzbrania”.

I poszła sama wprost do domu,
skarżąc się Bogu po kryjomu,
że jej w miłości nie dopomógł.

Lecz nieraz jeszcze tam chodziła,
bo choć ich wiara rozdzieliła,
miłości jego nie zniszczyła.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

JUDOVSKO DEKLE

Stoji morávski trg, Lesce,
več lepih deklic v njem cvete,
med njimi judovsko dekle.

Kristjane v cerkev hodijo,
po trgi se sprehajajo,
po ljubih se ozirajo.

Rodú Abrahamóvga hči
pa dan na dan doma sedi,
le malokdej gre med ljudi.

Prišel je spet sabotni dan,
ki ne spoštuje ga kristjan,
od vernih Judov praznovan.

Ker tempelj njih deleč stoji,
za poldan spet doma sedi,
popoldan táko govori:

"Od séje meni slábo je,
pustite, ljubi oča! me,
de v dívnjak grem sprehajat se.

Tam lepe rožice cvetó,
vesele tičice pojó,
se plašne srnice pasó."

Ko v grajski dívnjak je prišla,
judovska lepa deklica,
mladenča najde kršenga.

Za bele jo roké prijel,
na sŕce stisnil, jo objel,
je govoriti tak začel:

"De ljúbit moram vse ljudi,
tak vera moja me uči,
al ljubiš me; judovska hči?"

Odtegne bele mu roké,
v oči ji stopijo solzé,
odreče mu besede té:

"Ak ravno mene ljúbit smeš,
jaz dobro vem, ti dobro veš,
de v zakon vzeti me ne smeš."

In šla je žalostna domú,
tožíla milemu Bogú,
de ni nje vere, nje rodú.

Al večkrat je nazaj prišla;
nje vera trden jez je bila;
ljubezni nje ni ustavila.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/04_judovsko.asp

DOKĄD?

Kiedy się błąkam jak szalony,
dokąd? – pytają mnie – w jakie strony?

Nie mnie pytajcie – obłoków, chmur
i oceanu wodnych gór,

gdy je potężny władca, wiatr,
pędzie w ogromny, obcy świat.

Lecz obłok nie wie i żadna z fal,
w jaką mnie rozpacz pędzi dal.

Wiem tylko jedno i nic więcej,
że już nie ulżę mojej męce

i że nie znajdę takich dróg,
gdzie bym o żalu zapomnieć mógł.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

KAM?

Ko brez miru okrog divjam,
prijatlji prašajo me, kam?

Prašájte raj' oblak nebá,
prašájte raji val morjá,

kadar mogočni gospodar
drvi jih semtertje vihar.

Oblak ne ve, in val ne kam, -
kam nese me obup, ne znam.

Samo to znam, samo to vem,
de pred obličje nje ne smem,

in de ni mesta vrh zemljé,
kjer bi pozabil to gorje!

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/06_kam.asp

SERCE, KTÓRE NIE UMARŁO

By pogrzebać zmarłego, grób kopia grabarze;
nagle postać młodzieńca w dole się ukaże.
Strach objął żałobników, wyziera im z oczu,
a tłum licznie zebrany zamarł na uboczu.

Niejeden rzekłby – piękne by młodzian miał czoło,
gdyby go jakaś chmura nie kryła wokoło,
i piękne miałby usta, piękną twarz pobladłą,
gdyby piętno cierpienia na niej się nie kładło.

Nagle trup zniknął z oczu, wszystko się rozwiało,
tylko serce wśród ludzi zdumionych zostało.
Ciągle jeszcze pulsuje, ciągle jest gorące,
jak gdyby biło w piersi, żywe i tętniące.

Dopytują się wszyscy, czyja to mogiła,
pewnie świętej osoby, co w ziemi nie zgniła.
Był tam kamień omszały, gdy mech zeń zerwano,
napis stary, zatarty z trudem odczytano,

że spoczywał tam niegdyś poeta Dobrosław,
co opiewał w swych wierszach cierpienia miłosne.
Tworzył strofy wspaniałe, wzniosłe, ale smutne
na cześć swojej dziewczyny, kochanki okrutnej.

A gdy owa dziewczyna wybrała innego,
żaden wiersz już nie wyszedł z serca zranionego.
Boskiej szukał pomocy, a od ludzi stronił,
nie uśmiechał się nigdy, lecz i łez nie ronił.

Żył nie wolny od grzechów, światu obojętny
i umarł bez spowiedzi i olejów świętych.
Nie dzięki cnotom zatem ciało ostaje,
to serce – powiadają – zbutwieć mu nie daje.

„To jest serce poety – mądry starzec prawi –
a nie serce świętego, bo ciągle się krwawi;
nie świętość przed butwieniem chroni jego ciało,
lecz wieczne piękno wierszy, co w sercu mieszkało.

Otwórzmy jego serce, niech leży odkryte
pod niebem, aż dzień minie i noc wraz ze świtem,
a gdy wzejdzie już słońce i jasny dzień wstanie,
przyjdziemy chłodnym rankiem i spojrzymy na nie.

Nich je wietrzyk owieje, niech spadnie nań rosa,
a marzenia poety niech wchłoną niebiosa,
niech księżyc, słońce, gwiazdy wezmą je z powrotem,
my zaś serce swobodne pogrzebiemy potem.”

Rozcięli wtedy serce, przez dzień i noc całą
do poranku chłodnego pod niebem leżało,
a kiedy młode słońce na niebie się wzniosło,
znikło całkiem – stopniało jak biały śnieg wiosną.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

NEIZTROHNJENO SRCE

Grob kopljejo, de zadnji mrlič bo vanjga dján;
obraz bledga mladenča prikaže se na dan.
Kopači ostrmijo, de 'z ust njih sape ni,
manj vstrášeni pogrebci vanj vpirajo oči.

De je lepó, bi sodil, visoko čelo, vsak,
ak bil bi nekakóvi zapustil ga oblak;
bile lepé bi usta, lep bil obraz bi bled,
ak bil bi nekakóvi preč nejevolje sled.

Dalj čas ni trupla gledat, dih prvi ga zdrobi;
srce samo zavzetim ostane pred očmi.
še bije, še čutiti je ravno tak gorkó,
ko, de bilo bi v prsih še zdravo in živó.

Vsi prašajo, kdo zadnji v to jamo djan je bil,
gotovo bil svetnik je, ker ni ves v grobu zgnil.
Stal tam je kamen, kterga nihče préd čislal ní,
hité mu mah otrebit, napis tak govori,

de Dobroslav je pevec bil tjékej pokopan,
ki pel v tak milih glasih je od ljubezni ran,
pel v tak slovečih pesmah čast lepe deklice,
prevzetne gospodične, nemile ljubice.

Al, ko si je zvolila mladenča druzega,
iz prs nobena njemu ni pesem več prišla.
Pri Bogu ni tolažbe iskál ne pri ljudeh,
oči kalil mu jok ni, razjasnil lic ne smeh.

Vnemár naprej je živel, manj svet, ko razujzdan,
umrl je nespovedan, in ne v svet' olje djan.
Vsi pravijo, de njemu svetost ne brani gnit,
vsi pravijo, njegovo srcé ne more bít.

"To pevčovo srce je," star mož tam govori,
"ak bi bilo svetnika, bi mir mu dala kri;
svetost ne, pesmi večne mu branijo trohnet,
ki jih zaprte v prsih je nosil dókaj let.

Mi mu srce odprimo, pod nebam naj leži,
de dan današnji prejde, de prva noč miní,
de vstane drugo sonce, pripelje beli dan;
spet zájtro ga poglejmo, ko mine zor hladan.

Hladijo naj ga sapce, naj rosa pade nanj,
naj sonce, luna, zvezde, kar so mu pevskih sanj
préd vdihnile v življenji, prejmejo spet 'z njega;
ak bo ta čas splahnelo, spet zagrebímo ga."

Razplátili srce so, ležalo noč in dan
je tam pod jasnim nebam, ko mine zor hladán,
ko vstane drugo sonce, srce tako skopni,
ko beli sneg spomladi, de kaj zagrebsti ni.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/29_neiztrohnjeno.asp

ORGANISTA

Rozstał się z ludźmi organista,
poszedł samotny na pustynię
wysławiać w pieśniach boskie imię
przy dźwiękach cytry swej srebrzystej.

I swoje pieśni do stugłosych
ptaszęcych chórów wplatał w borze,
od rannych blasków złotej zorzy,
do pierwszej gwiazdy na niebiosach.

Lecz z czasem przeszła mu ochota
słuchać słowiczych słodkich pieśni
i śpiewu innych ptaków leśnych,
bo ogarnęła go tęsknota.

A gdy nadeszła wiosna nowa,
skrzydlatym bractwem się otoczył,
uderzył w struny z całej mocy
i ptaszki jęły mu wtórować.

Kosa o twardym ostrym dziobie
nauczył piosnek Augustyna,
a wielkogłowy gil zaczynał
kościelne pieśni nucić sobie.

Lecz słowik miłość tylko chwali,
te same pieśni ciągle nuci,
a nowych nie chce się nauczyć.
Pustelnik Bogu się użalił:

„Od dawna już gil wielkogłowy
i kos rzuciły swoje pieśni,
piękniejsze nucą w gąszczu leśnym,
a słowik nie chce pieśni nowych!”

Lecz Bóg słowika nie strofuje,
do pustelnika jeno rzecze:
„Pozwól mu śpiewać to, człowiecze,
co jego małe serce czuje.

Śpiewał w niewoli w Babilonie
Jeremiasz, oczy rosząc łzami;
Salomon w Pieśni nad pieśniami
opiewał miłość na swym tronie.

Tworząc poetę, w tejże dobie
własnych go pieśni nauczyłem;
i tylko te mu będą miłe,
dopóki nie ucichnie w grobie!”

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

ORGLAR

Popustí posvetno rabo
orglarček in gre v pušavo,
tam prepevat božjo slavo,
svoje citre vzame s sabo.

Pesmi svoje med stoglasne
v gójzdu zliva tičov kore,
od prihóda zlate zore,
dokler sonca luč ne ugasne.

Al veselje v srcu vtóni
sčasam mu za petje slavcov,
in vseh gójzda prebivavcov,
ker vsak svojo vedno goni.

On ob drugi si pomladi
zbere tiče mladokljune,
jim prebira svoje strune
in jih raznih pesem vadi.

Kosa, trdokljunsko dete,
od preljubga Avguština,
vélkoglávega kalina
nauči pét pesmi svete.

Zmeram svojo goni slavček,
zmeram od ljubezni bíje
srcu sladke melodije,
toži ga Bogú pušavček:

"Lej, kalin, debeloglavec,
trdokljunast kos je svoje
pesmi pustil, lepši poje,
podučit ne da se slavec!"

Al Bog slavca ni posvaril,
le posvaril je pušavca:
"Pusti péti mojga slavca,
kakor sem mu grlo stvaril.

Pel je v sužnosti železni
Jeremíj žalost globoko;
pesem svojo je visoko
Salomon pel od ljubezni.

Komur pevski duh sem vdihnil,
ž njim sem dal mu pesmi svoje;
drugih ne, le té naj poje,
dokler, de bo v grobu vtihnil."

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/32_orglar.asp

WODNIK

Od dawna Lublanki słynęły z urody,
lecz Urški powabu nic zaćmić nie zdoła,
jej krasa dziewczęca jak pąk rozkwitała
i podziw niezwykły budziła dokoła.
Jak gwiazda poranna na niebie świetlanym,
tak Urška jaśniała wśród dziewcząt Lublany.

Niejedna dziewczyna, niejedna kobieta
płakała z rozpaczy w ukryciu noc całą,
gdy Urška miłego jej serce zabrała,
bo Uršce kochanków wciąż było za mało.
Więc tych, co urodzie jej hołdy składają,
chwytała w swe sieci podstępnie jak pająk.

Umiała obiecać, umiała odmówić,
być bardzo przystępną lub bronić się siłą,
młodzieńców uwodzić, dla starszych być miłą,
w zalotach sekretów dla Urški nie było.
Umiała wybrańców czarować bez końca,
a tych, co ulegli, z pogarda odtrącać.

Na rynku cienistym, pod lipą zieloną,
dźwięk skrzypiec, cymbałów i trąbek miedzianych.
Niedziela. Z chłopcami puściły się w tany
wesołe i piękne dziewczęta z Lublany,
a pośród nich Urška królową się zdała,
lecz z nikim zatańczyć ochoty nie miała.

Niejeden ją prosił, odmawia każdemu,
żartuje i taniec na później odkłada.
Wymówek ma moc, a więc cóż, trudna rada.
Już słońce zachodzi i zmrok już zapada,
gdy siódma na miejskim zegarze wybiła,
podniosła się Urška, do tańca ruszyła.

A gdy się ogląda, szukając tancerza,
zoczyła pod lipą junaka smukłego;
pod słońcem nie znajdziesz mu chyba równego –
niejedna by chciała tancerza takiego.
I Urška chcąc schwytać w swą siec kawalera,
miłośnie na niego z wyzwaniem spoziera.

Uśmiecha się młodzian, do Urški się zbliża:
„Chcesz ze mną zatańczyć?”, i jeszcze dodaje:
„Gdzie Sawa się łączy z błękitnym Dunajem,
o twojej urodzie dziś rano słyszałem
i już, piękna Urško, przed tobą tu stoję
gotowy do pląsów. Zatańczmy we dwoje!”

To rzekłszy młodzieniec pokłonił się nisko,
a Urška mu za to swój uśmiech posłała:
„Dziś kroku jednego zatańczyć nie chciałam,
chciej wierzyć, naprawdę na ciebie czekałam;
więc podaj mi rękę, niech taniec nas złączy,
bo słońce zachodzi, zabawa się kończy”.

I podał jej rękę dorodny młodzieniec,
i żwawo oboje puścili się w tany,
jak gdyby ich niosły w dal skrzydła świetlane,
jak gdyby ich ciała z mgły były utkane.
I nawet ich śladów nie było na ziemi –
tańczyli jak wiatru porywem niesieni.

A widząc to ludzie stanęli jak wryci,
zamarli z podziwu zdumieni grajkowie,
ucichła melodia przerwana w połowie.
Wtem młodzian zatupał, przez tłum przeszło mrowie,
gdy krzyknął: „Mnie waszej muzyki nie trzeba,
do tańca najlepiej niech śpiewa głos nieba!”

Zakryło się niebo czarnymi chmurami
i grzmot się straszliwy przetoczył w półmroku,
a wicher złowrogi zawodzić jął wokół
i mieszać swe jęki ze szmerem potoków.
Strach włosy unosi, drży ludzka gromada,
och, biada ci, Urško, och, biada ci, biada!

„O, nie bój się, Urško, i kroku przyśpieszaj –
rzekł do niej młodzieniec – nie lękaj się grzmotu,
nie lękaj się moich szumiących potoków
nie wichrów przyjaznych, co huczą mi wokół,
lecz śpiesz się i żwawo nogami przebieraj,
bo bardzo już późno, już późno jest teraz.”

„Och, stańmy na chwilę, najdroższy tancerzu,
bym mogła odetchnąć, spoczynek dać nogom.”
„Do białej Turczyzny daleko stąd droga,
gdzie Dunaj i Sawa splatają się z sobą;
tam fale się ciebie nie mogą doczekać,
więc zwijaj się, Urško, tańcz żwawiej, nie zwlekaj!”

To rzekłszy, jął szybciej z dziewczyną wirować
i razem po mokrej murawie pomknęli
nad brzeg Lublanicy, co w dali się bielił,
i tańcząc zginęli w przepastnej topieli.
Barkarze dostrzegli, jak wir się potoczył,
lecz Urški nikt więcej nie widział na oczy.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

POVODNI MOŽ

Od nékdej lepé so Ljubljanke slovele,
al lepši od Urške bilo ni nobene,
nobene očem bilo bolj zaželene
ob času nje cvetja dekleta ne žene. -
Ko nárbolj iz zvezd je danica svetla,
narlepši iz deklic je Urška bila.

Mnogtére device, mnogtére ženice
oko je na skrivnem solzé preliválo,
ker Urški srce se je ljubega vdalo;
al ljubih bilo je nji vedno premalo.
Kar slišala moških okrog je slovét,
skušála jih v mreže razpete je ujet.

Je znala obljúbit, je znalá odreči,
in biti priljudna, in biti prevzetna,
mladenče unémat, bit staršim prijetna;
modrij in zvijač je bila vseh umetna;
možake je dolgo vodila za nos,
ga stakne nazadnje, ki bil ji je kos.

Na Starem so trgu pod lipo zeleno
trobente in gosli, in cimbale pele,
plesále lepote 'z Ljubljane so cele
v nedeljo popoldan z mladenči vesele;
bila je kraljica njih Urška brhka,
plesáti ni dolgo nje volja bila.

Jih dókaj jo prosi, al vsakmu odreče,
prešerna se brani in ples odlašuje,
si vedno izgovore nove zmišljuje,
že sonce zahaja, se mrak približuje;
že sedem odbila je ura in čez,
ko jela ravnat se je Urška na ples.

Al, ker se ozira, plesavca si zbira,
zagleda pri mizi rumeni junaka;
enacga pod soncam mu ni korenjaka,
želi si plesáti z njim deklica vsaka -
omrežit ga Uršika lepa želi,
zaljubljeno v njega obrača oči.

To videt, mladenič se Urški približa:
"Al hôtla bi z mano plesati?" ji pravi,
"kjer Donava bistri pridruži se Savi,
od tvoje lepote zaslišal sem davi,
že, Uršika zala! pred tabo sem zdaj,
že, Uršika zala! pripravljen na raj!"

To reče in se ji globoko prikloni,
sladkó mu nasmeja se Uršika zala:
"Nobene stopinjice še nisem plesala,
de čákala tebe sem, res je, ni šala -
zatorej le hitro mi roko podaj,
lej, sonce zahaja, jenjuje že raj!" -

Podal ji mladenič prelepi je rôko,
in urno ta dvá sta po pódu zletela,
ko de bi lahké peretnice imela,
bila bi brez trupla okrog se vrtela,
ne vidi se, kdaj de pod noga udar',
plesala sta, ko bi ju nosil vihar.

To videti, drugi so vsi ostrmeli,
od čudeža godcam roké so zastale;
ker niso trobente glasova več dale,
mladenča nogé so trdó zaceptale;
"Ne maram," zavpije, "za gosli, za bas,
strun drugih, ko plešem, zapoje naj glas!"

So brž pridrvili se črni oblaki,
zasliši na nebu se strašno gromenje,
zasliši vetrov se sovražno vršenje,
zasliši potokov derečih šumenje,
pričjóčim po koncu so vstali lasje -
oh, Uršika zala, zdaj tebi gorje!

"Ne boj se, ti Urška! le hitro mi stópi,
ne boj se," ji reče, "ne boj se gromenja,
ne boj se potokov ti mojih šumenja,
ne boj se vetrov mi prijaznih vršenja;
le urno, le urno obrni peté,
le urno, le urno, ker pozno je že!"

"Ah, majhno postojva, preljubi plesavec!
de jaz se oddahnem, de noga počije."
"Ni blizo, ni blizo do bele Turčíje,
kjer v Donavo Sava se bistra izlije;
valovi šumeči te, Urška! želé,
le úrno, le urno obrni peté!" -

To reče, hitreje sta se zasukála,
in dalje in dalje od pôda spustila,
na bregu Ljubljance se trikrat zavila,
plesáje v valove šumeče planila.
Vrtinec so vidli čolnarji dereč;
al Uršike videl nobeden ni več.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/27_povodni.asp

RYBAK

Wiosłuje rybak przez noc całą,
a z nieba gwiazdy blask wspaniały
wskazuje mu nadmorskie skały.

Od lat już gwiazdy tej promienie
do serca miłość niestrudzenie
przynoszą, budząc w nim pragnienie.

Gdy mu huragan grozi nieraz,
gdy rekin wprost na łódź naciera
lub topiel przed nim się otwiera,

spojrzy na gwiazdę i wnet czuje,
że ona znów go uratuje,
i tak bezpiecznie wciąż wiosłuje.

Razu pewnego z morskiej toni
rój pięknych dziewcząt się wyłonił,
tańczących syren obnażonych.

Płyną ze śpiewem przez fal grzywy:
„Rybaku wierny i szczęśliwy,
wciąż będziesz w gwiazdy się wpatrywał?

Na to, że gwiazda spadnie, czekasz,
czy też na skrzydła? Mów, nie zwlekaj!
Droga do gwiazdy twej daleka.

Innemu by się już znudziło,
innemu by za zimno było,
inny wśród nas by znalazł miłą.

Inny by dostrzegł z niepokojem,
że gwiazda obok Strzelca stoi,
i że kochają się oboje”.

To prawda, prawda, myśli w gniewie,
prawda się kryje w syren śpiewie,
czyż biedne serce o tym nie wie?

Chłopak się w wiosła mocno wpiera,
co mu tam skały, wichry teraz,
na gwiazdę nawet nie spoziera.

Przed falą łodzi już nie chroni,
czyżby syreny rybak gonił,
czy śmierci szuka w morskiej toni?

Biada mu, biada w tej godzinie;
kto bez nadziei kocha, zginie
i nigdy do niej nie dopłynie!

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

RIBIČ

Mlad ribič cele noči veslá,
visoko na nebi zvezda miglja,
nevarne mu kaže pota morjá.

Več let mu žarki zvezde lepé
ljubezen sijejo v mlado srce,
mu v prsih budijo čiste željé.

Ak kaki vihar od déleč preti,
ak kaki se morski som privali,
ak káko mu brezno nasproti reži,

na zvezdo gledjóč vhití, bo otet;
mlad ribič od čistega ognja
po morji je varno veslal več let.

Enkrat se valovi morjá razdelé,
prikažejo 'z njih se dekleta lepé,
do pasa morske dekleta nagé.

Se kopljejo, smejajo, tak pojó:
"O, srečen ribič, srcé zvestó!
kak dolgo še misliš ti gledati v njo?

Povej nam, ribič! povej zares,
al čakaš, de pade zvezda 'z nebes,
al, de bi k nji zletel, čakaš peres?

Bilo bi drugemu čákat' dolgčas,
bilo bi drugemu čákat mraz,
bi drugi se ne ogibal nas.

Nocoj bi drugi odprl oči,
bi videl, kak blizo strelca stoji,
lepota, ki zanjo srce ti gori."

O, res je, de bi tako ne bilo!
vse res, kar dekleta morske pojó;
obup mu zaliva srce zvestó.

Fant s celo močjo se v veslo upre,
ni mar skalovja mu, viharjov ne,
nič več se na zvezdo ne ozre.

Naprej brez miru svoj čoln drví;
al tak za pevkami ribič hiti,
kdo ve! al sám pred seboj beži.

Zgubljen je, vtopljen, se bojim;
kdor ljubi brez upa, ga svarim,
nikar naj ne vesla za njim!

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/30_ribic.asp

POŻEGNANIE MŁODOŚCI

Dobiega dni mych piękniejsza połowa.
Młodości, niemal minęły twe lata!
Mało mi kwiatów los szczęsny darował,
Z nich tez rój płatków z wiatrami ulata,
Z rzadka mi słońce świeciło nad głową,
Częściej wiał wicher i wszystko rozmiatał,
Ale, młodości, twoje ciemne zorze
Nieraz przypomni serce. Strzeż cię, Boże!

Zakosztowałem owoców poznania,
Jad jego wcześnie zabił we mnie radość,
Czyste sumienie, szlachetne działania
Zniweczył świat i wcześnie byłem świadom,
Że za marzeniem próżno się uganiam,
Umknęła miłość, zorzę widząc bladą.
Widziałem mądrość, sprawiedliwe czyny
Jak smutne, bo bezposażne dziewczyny.

Widziałem łódź, jak wiatrem szczęścia gnana,
Nagle zawraca pod porywem wrażym,
Jak wiatr przeciwny dmie w żagle rozwiane
Temu, co już w kolebce był nędzarzem.
I wiem, że sława temu tylko dana,
Kogo pieniędzmi zmienny los obdarzył.
Widziałem: w cenie to tylko u ludzi,
Co neędznym fałszem rozum zdoła złudzić.

To wszystko zło i kłamstwo, życia nędza
Zadały sercu memu rany krwawe,
Lecz żar młodości te myśli przepędza
Z serca i z głowy, rozprasza obawę,
W chmurach buduje jasne grody, wszędzie
Widzi w pustyni zieloną otawę,
Wszędzie wesołe majaki zapala,
Kłamną nadzieją zza trosk łudzi z dala.

Młodość nie myśli, że już pierwsze tchnienie
Wichru porywa, co myśli stworzyły,
I zapomina klęski i cierpienie,
I rany, co się niedawno zgoiły.
Dopiero lat ukaże doświadczenie:
Jak Danaidy traciliśmy siły.
Toteż młodości, twoje ciemne zorze
Nieraz przypomni serce. Strzeż cię, Boże!

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

SLOVO OD MLADOSTI

Dni mojih lepši polovica kmalo,
mladosti leta! kmalo ste minule;
rodile vé ste meni cvetja malo,
še tega rožce so se koj osule,
le redko upa sonce je sijalo,
viharjov jeze so pogosto rjule;
mladost! vender po tvoji temni zarji
srce bridkó zdihuje, Bog te obvarji!

Okusil zgodej sem tvoj sad, spoznanje!
Veselja dókaj strup njegov je umoril:
sem zvedel, de vest čisto, dobro djanje
svet zaničvati se je zagovoril,
ljubezen zvésto najti, kratke sanje!
zbežale ste, ko se je dan zazóril.
Modrost, pravičnost, učenost, device
brez dot žalváti videl sem samice.

Sem videl, de svoj čoln po sapi sreče,
komur sovražna je, zastonj obrača,
kak veter nje nasproti tému vleče,
kogar v zibéli vid'la je berača,
de le petica da ime sloveče,
de človek toliko velja, kar plača.
Sem videl čislati le to med nami,
kar um slepí, z goljfijami, ležámi!

Te videt, grji videti napake,
je srcu rane vsekalo krvave;
mladosti jasnost vender misli take
si kmalo iz srca spodi in glave,
gradove svítle zida si v oblake,
zelene trate stavi si v pušave,
povsod vesele lučice prižiga
ji up goljfivi, k njim iz stisk ji miga.

Ne zmisli, de dih prve sapce bóde
odnesel to, kar misli so stvaríle,
pozabi koj nesreč prestanih škode,
in ran, ki so se komej zacelile,
dokler, de smo brez dna polníli sode;
'zučé nas v starjih letih časov sile.
Zato, mladost! po tvoji temni zarji
srce zdihválo bo mi, Bog te obvarji!

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/37_slovo.asp.asp

TURJACKA ROZAMUNDA

Jest dąb na dworze Turjackim,
koronę w obłoki dźwiga,
w chłodzie przy stole kamiennym
radzą panowie krewniacy,
bo pan na Turjackiem gości
córy swojej dziewosłębów.

Rozamunda, róża dziewcząt,
jej uroda chluba kraju,
jej spojrzenia błyskawice
z nieba jasnych sfer zesłane,
aby tu w junackich sercach
powypalać gorzkie rany.

Zjechali się baronowie:
trzej z ziemi italskiej,
trzej z ziemi niemieckiej,
trzej ze styryjskiej i krańskiej,
a wraz z nimi cny Ostrovrhar,
co zabawy w bitwach szuka.

Piękny rycerz zawojował
serce dumnej panny,
więc zleciła mu, by prosił
u rodzica o jej rękę.

Ojciec jej na cześć junaka
pyszną ucztę wnet wyprawił,
Rozamundę mu obiecał,
dziewosłębów w trzy niedziele
po wybraną przysłać zlecił,
by zabrali ją ze sobą.

Aż tu do panów się zbliża
pieśniarz o sławie szerokiej,
proszą, więc w struny uderza,
czyny rycerskie opiewa
i dziewcząt oczy niebiańskie,
i serca żarem płonące.

Gdy umilkł, wtedy go prosi
Rozamundowa ciotka,
by pannę młodą pochwalił,
zwraca się doń tymi słowy:

„Powiedz nam, ty, co obchodzisz
kraje dalekie i bliskie:
czy jest gdzieś w świecie piękniejsza
od Rozamundy dziewczyna?”

„Niech chroni Bóg pannę piękną
i niech jej córki da takież
i niechaj sprawi, by każdy
syn jej był chrobrym junakiem!
Kwiat najpiękniejszy w cesarstwie,
to jest turjacka róża,
a w Bośni siostra baszy
zwana jest słońcem urody,
na cały świat rozsławionym,
jeśli głos sławy nie kłami,
ona najpiękniejszą być może
nawet od tej panny młodej.”
Ni w smak młodej to wyznanie,
zasmuciła ją odpowiedź,
lica jej rumieńcem płoną,
radość znikła z pięknej twarzy,
patrzy się na Ostrovrhara
i powiada z nagłą złością:

„Wiem od dawna, że Bośniacy
brali w jasyr chrześcijan wiernych,
hańba to dla bohaterów,
że w niewoli jęczą bracia.
Dobądź miecza, Ostrovrharze,
giermków zbierz i towarzyszy
i porwijcie córkę baszy,
jeśliście cokolwiek warci.
Turcy chętnie wam oddadzą
za nią wszystkich wziętych jasyr.
Niechaj się bezdzietną stanę
i radości niech nie zaznam,
jeśli wpierw do ślubu pójdę,
jeśli męża wpierw obejmę,
nim Bośniaczkę przyprowadzisz
na Turjacki gród, bym mogła
sprawdzić, czy tureckie słońce
jasne jest jak jego sława!”

Zaręczony z nią pan młody,
chwat Ostrovrhar zbiera giermków,
po przyjaciół swych posyła,
miecz do boku przypasuje
i wyrusza na Turczyna,
by życzenie miłej spełnić.
Ani głębia rzeki Kolpy,
ni gniew Turków go nie wstrzyma,
kiedy miecz w prawicy dzierżąc
dzień i noc Bośniaków goni,
szturmem wraży gród zdobywa
i wyzwala swych rodaków,
a wraz z nimi uprowadza
siostrę baszy, pannę piękną,
czarnooką, jasnolicą,
o niebiańskiej wprost kibici;
była słońcem wśród piękności,
co jaśniały w owym czasie.

Bardziej niźli Rozamunda
Lejla mu się spodobała,
na Turjacki dwór nie jedzie,
lecz do siebie ją zabiera.
Kwiat junaków, cny Ostrovrhar,
serce jej niewinne zdobył.
Od tureckich praw odeszła
i od wiary Mahometa,
a gdy dobrze już poznała
wszelkie prawdy naszej wiary,
ochrzcił ją, a wkrótce potem
kapłan ślubem ich połączył.
Rozamunda przeoryszą
w Lublanie została.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

TURJAŠKA ROZAMUNDA

Hrast stoji v turjaškem dvóri,
vrh vzdiguje svoj v oblake,
v senci pri kamnitni mizi
zbor sedi gospode žlahtne,
ker Turjačan spet gostuje
Rozamundine snubače.

Rozamunda roža deklic,
čast dežele je domače;
nje pogledi, svítle strele
z néba jasnega poslane,
deleč krog junakov srcam
vžigajo skeleče rane.

Dókaj jo baronov snubi:
troje iz dežele laške,
troje iz dežele nemške,
troje 'z štajerske in kranjske,
ino zraven Ojstrovrhar,
ki so boji mu igrače.
Lep junak srce bil vnel je
gospodične zlo košate;
ki ukaže mu, de prosi
od očeta jo in žlahte.
Njemu oča nje napravi
imenitno gostovanje,
Rozamundo mu obljubi,
reče mu pripeljat svate
v treh nedeljah, de nevesto
'z hiše spremijo domače.

Tje h gospôdi se približa
pevec razglašene slave;
próšen strune ubere, poje
dela vitezov junaške,
in deklet oči nebeške,
sŕca od njih ognja vžgane.

Ko premolkne, ga popraša
teta Rozamunde zale,
de bi jo čez vse pohvalil,
reče mu besede take:

"Tí povej nam, ki obhodiš
bližnje ino daljne kraje,
kje bi neki dekle raslo
lepši od neveste naše?"

"Bog jo žívi gospodično,
Bog ji hčere daj enake,
tak cveteče, tak sloveče!
Bog ji sine daj junake!
Pod cesarjam zdéj narlepši
cvet turjaška roža rase;
sestra bášetova v Bosni,
sonce vse lepote zdanje
po vsem svéti razglašena,
ako slave glas ne laže,
sama bi utegníla biti
lepši od neveste vaše."

Ni nevesti všeč, kar reče,
mal' odgovor ji dopade,
lica spremeni rudeče,
nejevolja jo prevzame,
Ojstrovrharja pogleda,
reče mu iz jeze nagle:

"Slišim, de so Bosnijaki
v sužnost gnali kristijane,
res junakam je sramota,
de jih še obklada jarem.
Meč opaši, Ojstrovrhar!
hlapce zberi in tovarše,
bášetovo izpeljite
sestro, ako kaj veljate.

Radi dali bodo Turki
zanjo naše vam rojake.
Brez otrok moj zakon bodi,
brez veselja leta stare!
ako šla bom préd k poroki,
ako préd moža objamem,
ko pripelješ Bosnijanko
v grad turjaški, de verjamem,
de je take res svetlobe
turško sonce, kakor slave!" -

Ženin z njo obljubljen svoje
zbere Ojstrovrhar hlapce,
po prijatlje bližnje pošlje,
in si ójster meč opaše,
ročno jezdi nad Turčine,
spolnit voljo svoje drage.
Ne globoka reka, Kolpa,
ne vdržé ga turške straže,
meč krvavi v močni desni,
pred seboj drvi Bosnjake,
bášetovi grad razdene,
reši 'z sužnosti rojake,
z njimi bášetovo lépo
sestro vitez s sabo vzame,
črnooko, svetlolično,
rásti in podobe rajske;
vseh lepot bila je sonce,
ki so tisti čas sijale.

Bolj ko lepa Rozamunda,
lepši Lejla mu dopade,
v grad turjaški je ne pelje,
na svoj grad domú jo vzame.
Cvet junakov, Ojstrovrhar,
ji srce nedolžno gane.
Vero zapusti Mahóma,
turške šege in navade;
ko bila se naučila
vseh resnic je vere prave,
jo je krstil, potlej njiju
je poročil grajski pater.

Rozamunda gréde v klošter,
čast ljubljanskih nun postane.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/23_turjaska.asp

LEKARSTWO NA MIŁOŚĆ

Śmierć kochankowi wzięła kochankę
piękną jak róża, serca wybrankę.

Młodzian w rozpaczy miłej ślubował,
że jej dozgonną wierność zachowa.

Wzdychał żałośnie w ciężkiej żałobie
i łzy wylewał co dzień na grobie.

Rzecze doń matka: „W bólu czas tracisz,
masz ty trzech wujów, trzech moich braci.

Pierwszy jest kupcem, ma dzbany srebra
i złota także nigdy mu nie brak.

Z miasta do miasta drogi przemierza,
chętnie ze sobą w świat cię zabierze.

Jedź więc do niego, ruszaj w świat śmiało,
w świecie zobaczysz dziewcząt niemało.

Znajdziesz piękniejszą, czas szybko minie
i wnet zapomnisz o swej dziewczynie.

Jeśli ran serca tam nie wygoisz,
gdy rok przeminie, wracaj do swoich.

Mam ja w klasztorze drugiego brata,
wielce mądrego mnicha – opata.

Opat i mnisi w cichym klasztorze
serce twe biedne wyleczą może.

Post i samotność, wiedza uczonych,
wrócą ci spokój tak upragniony.

Jeśli ran serca tam nie wygoisz,
gdy rok przeminie, wracaj do swoich.

Nie trać nadziei, to się nie godzi,
mój brat, ten trzeci, wojskiem dowodzi.

Żołnierz kochankę w sercu ma jedną,
sławę tak jasną, że inne bledną.

Nim rok upłynie, miną cierpienia
i rychło po nich nie znajdziesz cienia”.

Długo się młodzian wymawiał, bronił,
wreszcie do drogi dał się nakłonić.

Kupiec go przyjął z wielką ochotą
i zaopatrzył w srebro i złoto.

Potem w dalekie zabierał rubieże
i do zabawy namawiał szczerze.

Poznał młodzieniec świat prawie cały,
a na nim wiele dziewcząt wspaniałych:

Pięknych, bogatych, mądrych ogromnie,
lecz o kochance nie mógł zapomnieć.

A kiedy minął wreszcie rok cały,
wrócił do matki bardziej zbolały.

Na grób kochanki chodzi codziennie
i łzy rozpaczy roni niezmiennie.

Potem wyruszył do matki brata,
wielce mądrego mnicha – opata.

Ale i opat w cichym klasztorze
uleczyć serca niczym nie może.

Pości, modlitwą młodzian czas skraca,
ale do serca spokój nie wraca.

A kiedy minął wreszcie rok cały,
wrócił do matki bardziej zbolały.

Znów na grób miłej chodzi codziennie
i łzy rozpaczy roni niezmiennie.

„Trzecie brat został, jedź w imię boże,
on ci na pewno, synu, pomoże!”

Poszedł do wojska, lecz nawet w boju
nie szukał sławy, tylko spokoju.

I rok nie minął, gdy kiedyś rano
do matki z wojska list nadesłano.

List ten miał czarną pieczątkę z boku:
„O, matko, syn twój zdobył już spokój!”

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

ZDRAVILO LJUBEZNI

Je ljubemu ljubca, lepote cvet,
umrla stara le osemnajst let.


Mladenič obljubi ostati ji zvest,
se noč in dan jokal je mescov šest.

Se milo je jokal, je milo zdihvál,
grob njeni je vsak dan obiskoval.

Ga mati tolaži, tako govori:
"Jaz ímam tri brate, tí ujce tri.

Brat prvi kupec je, on kupe zlatá,
na mero ta ujec tvoj íma srebrá.

Od mesta do mesta se vozi vesel
po svetu, on rad s seboj te bo vzel.

Podaj se k njemu, preglédej svet,
po svetu boš dókaj videl deklet.

Bolj umne, bogate, bolj lepé
boš videl, pozabil podobo njé.

Al, ak ne znebiš se srčnih ran,
nazaj spet pridi čez let' in dan;

mi v kloštru prebiva drugi brat,
tvoj drugi je ujec učen opat.

Opat in menihi, modri možje,
gotovo ti bodo ozdrávli srcé.

Samota, post, učenost, brevir
nazaj ti spet dali bodo mir;

al, ak ne znebiš se srčnih ran,
nazaj spet pridi čez let' in dan.

Moj tretji brat vojskni je poglavar,
spet pridi nazaj, ne obupaj nikar.

Do sŕca velíko íma oblast
vojšakov ljubica, presvítla čast,

préd, ko de preteče let' in dan,
na vojaki se znébil boš srčnih ran."

Se dolgo ugovarjal, branil je,
ni ubranil se prošnjam matere.

Prijazno kupec mu rôko poda,
ne zdi se mu škoda zlatá, ne srebrá

Od mesta do mesta s seboj ga je vzel,
ga prosil in silil, de bil bi vesel.

Okoli mu deleč pokazal je svet,
povsod je dosti videl deklet.

Bogate je videl, umne, lepé;
pozabil ni vender ljubce bledé.

In kadar preteče let' in dan,
spet k materi pride bolj bolan.

Ko préd, vsak dan obiskuje grob njé,
tam milo zdihuje, in toči solzé.

Poda se v klošter, kjer materni brat,
je ujec njegovi učen opat.

Opat in menihi, modri možje,
nobeden srcá ozdravit ne ve.

Se pósti, uči se, in moli brevir,
nazaj se ne vrne v srce mu mir.

In kadar preteče let' in dan,
spet k materi pride bolj bolan.

Vsak dan obiskuje, ko préd, grob njé,
in milo zdihuje in toči solzé.

"Se k tretjemu ujcu podéj, moj sin!
de srčnih znebiš se bolečin!"

Na vojsko je šel, se sŕčno bojvál,
časti ni, mir je tamkej iskál.

In préd, ko preteče let' in dan,
do matere pride list poslan.

List čŕno je zapečaten bil,
"O, mati! tvoj sin je mir dobil!"

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/25_zdravilo.asp

STRACONA WIARA

W oczach twych cała piękność świata
błyszczy jak niegdyś w minione lata.

Do zórz podobne twoje lica,
ich urok ciągle mnie zachwyca.

Jak dawniej uśmiech ust twych wita,
a w słowach dawna słodycz skryta.

I nawet czas się nie ośmielił
odebrać piersiom śnieżnej bieli.

Ta sama kibić, ręce, nogi,
wszystko jak dawniej jest mi drogie.

Jeszcze czar dawny niesiesz z sobą,
i wdzięk, i urok twą ozdobą.

Lecz wierzyć w ciebie, wierzyć szczerze,
tak jak przed laty – już nie wierzę.

Bo świętość, jaką daje wiara –
umarła, leży już na marach.

Jeden błysk oczu ją boleśnie
ugodził – wiara już nie wskrześnie.

I choćbyś wieki całe żyła,
nie będziesz tym, czymś dla mnie była.

Serce me – ołtarz- teraz puste,
byłaś w nim bogiem, dziś – tylko bóstwem.

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

ZGUBLJENA VERA

Nebeško sijejo oči,
ko so sijale prejšnje dni.

Rudeče lica zorno še
cvetejo, ko so préd cvetle.

Se usta smejajo ko préd,
sladkost ni manjši 'z njih besed.

Otemnil ni ga časa beg,
nič manj ni bel prs tvojih sneg.

Život je tak, roké, nogé
so, kakršne so préd bilé.

Lepota, ljubeznivost vsa
je, kakršna je préd bila.

Al vérvat v tebe moč mi ni,
kakor sem vérval prejšnje dni.

Le svéta, čista glorija,
ki vera da jo, je prešla.

En sam pogled je vzel jo preč,
nazaj ne bo je níkdar več.

Ak bi živela vékomej,
kar si mi b'la, ne boš naprej.

Srce je moje bilo oltar,
préd bogstvo ti, zdaj - lepa stvar.

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/10_zgubljena.asp

DO ASTROLOGÓW

Bodaj was diabli wzięli,
fałszywi kalendarznicy,
fałszywi astrologowie,
przepowiadacze pogody!

Wy, mędrcy, usiłujący
z gwiazd na niebiosach wyczytać,
czy słońce w swej łaskawości
szczęśliwe ześle nam lato,
czy też gniew nieba gwałtowny
obudzi wichry burzliwe,
posypie grady na pola,
zatopi statek na morzu,
zniszczy winnice i sady.
Fałszywi astrologowie,
bodaj was diabli wzięli!

Tylko w dwie gwiazdy patrzyłem,
w źrenice mej ukochanej,
w dwie jasne gwiazdy patrzyłem
i z nich, o ślepiec niemądry,
radość dni przyszłych wróżyłem
i w pełne słońca, bezchmurne
szczęście miłości wierzyłem.
A łzy mi tylko zostały
i żal, i smutek mi został,
został mi wstyd, gniew i gorycz,
i spokój śmierci mi został.
Tylko w dwie gwiazdy patrzyłem,
tylko w te dwie – a na zawsze
zmąciły mi rozum w głowie.
A wy byście wszystkie gwiazdy
na niebie odczytać chcieli?

Fałszywi kalendarznicy,
fałszywi astrologowie,
przepowiadacze pogody,
bodaj was diabli wzięli!

Źródło: Piechal Marian, Antologia poezji słoweńskiej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1973.

ZVEZDOGLEDAM

Vsi pojte rakam žvižgat,
lažnivi pratikarji,
lažnivi zvezdogledi,
vremena vi preroki!

Vi modrijani! hočte
v nebeških zvezdah brati:
al sonce bo dobrotno
nam dalo srečno leto,
al bo nebá togota
vetróv nam šum zbudila,
razsula v pólje točo,
vtopila čoln na morji,
sad umorila trte.
Lažnivi zvezdogledi!
vsi pojte rakam žvižgat!

Dve sami zvezdi gledal,
oči sem svoje ljube,
dve svítli zvezdi gledal,
sem v njih neumni slepec
vesele bral si dneve,
in sončno brez oblakov
sem bral ljubezni srečo.
Solzé so meni zrasle,
in kes in srd sta zrasla,
sramota ino mojga
mirú je smrt mi zrasla.

Dve sami ste zmotile,
dve sami zapeljale
mi zvezdi umno glávo;
in celga neba hočte
vi zvezde zmodrovati! -
Lažnivi pratikarji,
lažnivi zvezdogledi,
vremena vsi preroki,
le pojte rakam žvižgat!

Vir: http://www.preseren.net/slo/3_poezije/33_zvezdogledam.asp