„Loty narciarskie to jak Champions League dla piłkarzy. Wyższa półka. Radę dają sobie tylko najlepsi i najmocniejsi psychicznie” – powiedział niegdyś uważany za najlepszego trenera na świecie, Fin, Mika Kojonkoski Rzeczywiście wykonanie lotu na ponad dwustumetrową odległość wymaga niezwykłej odwagi i szczególnych umiejętności. Skoki na „mamucie” są dużo bardziej efektowne niż te oddawane na skoczniach o mniejszym rozmiarze i dostarczają znacznie więcej emocji, stąd Międzynarodowy Związek Narciarski (FIS) od ponad dekady pragnąc kibicom okrasić większą dawką sportowych wrażeń finał czteromiesięcznych zmagań najlepszych skoczków, organizuje go na największej skoczni narciarskiej świata, w słoweńskiej Planicy.
Słowenię można uznać z całą pewnością za miejsce narodzin narciarskich lotów, tak jak Norwegię uznaję się za ojczyznę skoków narciarskich. Właśnie tam, w tym niewielkim, należącym wówczas do Królestwa Jugosławii państewku, pojawili się w latach trzydziestych ludzie, którzy zamierzali zrewolucjonizować skoki na nartach, dążąc do tego, by były one znacznie dłuższe, a tym samym bardziej emocjonujące i efektowne. Pierwszy obiekt powstał w Planicy w 1934 roku, pozwalał na uzyskiwanie ponad 90-metrowych odległości i był to jak na tamte czasy prawdziwy gigant. Dzisiaj rekord słoweńskiego mamuta wynosi 239 metrów. Żadna inna skocznia nie daje zawodnikom możliwości szybowania na takie odległości.
W tym sezonie Puchar Świata miał zawitać do Słowenii już w grudniu. Areną rozegrania pucharowych zawodów miała być po raz pierwszy 90-metrowa skocznia w Kranju, jednak z powodu braku śniegu konkurs został odwołany. Tradycyjnie jednak finał sezonu rozegrano w Planicy, gdzie odbyły się trzy konkursy, dwa indywidualne oraz zawody drużynowe. Pogoda okazała się w tym roku łaskawa dla skoczków i organizatorów, po niewielkich problemach z przeprowadzeniem kwalifikacji, wszystkie konkursy odbyły się zgodnie z planem. Mimo, iż zwycięzca całego cyklu Pucharu Świata był znany już znacznie wcześniej (Thomas Morgenstern zapewnił sobie Kryształową Kule już kilka tygodni temu), emocji pod Triglavem nie zabrakło. Piątkowe zawody były spektaklem jednego aktora. Triumfował w nich Gregor Schlierenzauer. Cudowne dziecko austriackich skoków po fantastycznych skokach na odległość 232,5 oraz 225 metrów wyprzedziło Fina Janne Ahonena oraz Norwega Björna Einara Romörena. Adam Małysz, dla którego miniony sezon był najgorszym od ośmiu lat, ukończył zawody na 9. miejscu, a najwyżej sklasyfikowanym reprezentantem gospodarzy był Robert Kranjec, który znalazł się na 18. pozycji.
Sobotni konkurs drużynowy miał zaskakujący przebieg. Murowanym faworytem do zwycięstwa była bezkonkurencyjna w tym sezonie reprezentacja Austrii, jednak już pierwszy skok skaczącego w jej barwach Martina Kocha zakończył się lądowaniem w okolicach setnego metra. Koledzy Kocha jednak konsekwentnie odrabiali tę stratę i czynili to na tyle skutecznie, że rzutem na taśmę udało się Austrii wskoczyć na najniższy stopień podium wyprzedzając o zaledwie pięć punktów bardzo dzielnie spisującą się tego dnia ekipę Słowenii. Bezapelacyjne zwycięstwo przypadło w udziale reprezentacji Norwegii, na drugim stopniu podium stanęli Finowie. W konkursie nie wystartowała reprezentacja Polski, która do Słowenii przyjechała w trzyosobowym składzie.
W zawodach niedzielnych najlepszy okazał się ponownie Gregor Schlierenzauer. Skład podium uzupełnili Martin Koch oraz reprezentant Finlandii, Janne Happonen. Nie doczekaliśmy się niestety pierwszego podium dla Adama Małysza. Polak, który jeszcze przed rokiem był królem „Letalnicy”, nokautując trzykrotnie wszystkich swoich rywali, skakał tym razem tak jak w ciągu całego minionego sezonu: równo, poprawnie, stabilnie, ale o kilkanaście metrów za krótko. Niedzielny konkurs zakończył na 12. pozycji. W czołowej trzydziestce zmieścił się jeszcze jeden biało-czerwony, Kamil Stoch, zajmując 29. lokatę. Miłą niespodziankę kibicom gospodarzy sprawił Robert Kranjec, który skakał rewelacyjnie i uplasował się ostatecznie na czwartym miejscu, przegrywając podium o zaledwie 0,3 pkt.
W ten sposób zakończył się trwający od listopada sezon. Kibicom skoków pozostaje czekać na kolejny, który, jak już oficjalnie wiadomo, również zakończy się na skoczni mamuciej w Słowenii.
»Smučarski poleti so kot Champions League za nogometaše. Najvišji nivo. Zmorejo samo najboljši, najbolj psihično vzdržljivi,« je rekel nekoč Finec Mika Kojonkoski, ki je smatran za najboljšega trenerja na svetu. Res je, da izvedba poleta na več kot dvestometrovsko daljavo zahteva izreden pogum in posebne veščine. Skoki na »mamutu« so veliko bolj zanimivi kot tisti na manjših skakalnicah in vzbujajo več emocij. Že desetletja Mednarodna smučarska zveza (FIS) organizira finale štirimesečnih tekm najbolših skakalcev na največji smučarski skakalnici na svetu, v slovenski Planici, saj želi navijačem ponuditi večji odmerek športnih vtisov.
Slovenija se lahko pohvali kot domovina rojstva smučarskih poletov, tako kot naprimer Norveška smučarskih skokov. Prav tam, v tisti majhni deželi, ki je takrat pripadala Kraljevini Jugoslavije, so se v tridesetih letih pojavili ljudje, ki so nameravali posodobiti skoke na smučkah. Skoki naj bi bili mnogo daljši in hkrati bolj presenetljivi. Prvi objekt je bil zgrajen v Planici leta 1934, dovoljeval je več kot 90 metrov dolge skoke in je bil v tistih časih pravi gigant. Danes rekord na slovenskem mamutu znaša kar 239 metrov. Nobena druga skakalnica ne nudi tekmovalcem možnosti tako dolgega jadranja po zraku.

Prevod: Tomasz Łukaszewicz