Krasowy narcyz
Krasowy narcyz. Syn słońca. Syn Narcyza,
Narcyzowego syna. Sam też jest słońcem.
Ten, który oglądał oblicza ludzi,
zwierząt, przedmiotów… Oblicze świata. Morze
trawy. Łódź obłoków na falach krasowych
grzbietów. Zagadkowy uśmiech kobiety.
Łzę w oku. Rękę, która chwyciła
za nóż… Ten, który przeglądał się w lustrze.
Zaślepiony blaskiem własnego, słonecznego
światła, nigdy nie widział swojego
prawdziwego, także w ciągu dnia mrocznego
oblicza. Oblicza, które inni,
którzy je oglądali i się w nim przeglądali,
widzieli.
Kraški narcis
Kraški Narcis. Sin sonca. Sin Narcisa,
Narcisovega sina. Tudi sam sonce.
Tisti, ki je gledal obraze ljudi,
živali, predmetov... Obraz sveta. Morje
trave. Ladjo oblaka na valovih kraških
hribčkov. Skrivenosten smehljaj žene.
Solzo v očesu. Roko, ki se je lotila
noža ... Tisti, ki se je gledal v zrcalu.
Zaslepljen z bliščem lastne, sončeve
svetlobe, nikdar ni vedel svojega
pravega, tudi sredi dneva mračnega
obraza. Obraza, ki so ga drugi,
ko so ga gledali in se v njem ogledali,
videli.
Po rozmowie z duszą, albo 11 września
1987 roku w Lipicy, kiedy
Lipiczanom, w snach, rosły skrzydła
Uciekłaś nocą. Za sobą rozsypałaś
gwiazdy, żeby wiedzieć, jak wrócić z tej czarnej
ciemności. Jednak nie ma powrotu. Niewidzialny ptak
podziobał gwiazdy za tobą.
Wciąż błądzisz w ciemnym gąszczu moich wersów.
Po pogovoru z dušo, ali 11. Septembra
Leta 1987 v Lipici, v času, ko so
Lipicancem, v sanjah, rasla krila
Zbežala si v noč. Za seboj si razsipala
zvezde, da bi se znala vrniti iz te črne
teme. Vendar ni vrnitve. Nevidna ptica
je pozobala zvezde za teboj. Še vedno
tavaš po temnem gozdu mojih verzov.
Wieczność chwili
Tak jak mleko, które gotowało się
w garnku na kuchence, za każdym razem,
w chwili najmniejszej nieuwagi mamy,
wykipiało, tak w chwili,
kiedy odwróciłem się za tobą,
za płotem ogrodu przekwitła korona
dopiero co rozkwitłego czarnego bzu.
Večnost trenutka
Tako kot je mleko, ki se je kuhalo
v loncu na štedilniku, vsakič, v
trenutku mamine najmanjše nepazljivosti,
prekipelo, tako je v trenutku,
ko sem se samo obrnil za tabo,
čez ograjo vrta prekipela krošnja
pravkar razcvetelega bezga.
Nienapisany wiersz
Śnił mi się wiersz: piękny i cały.
Wyszlifowana kryształowa kula. Otwarta
klatka, pełna złoto-jesiennego krasowego
światła. W niej pustka z muzyczną
szkatułką w sercu. Szum skrzydeł martwego
ptaka i podziemnej rzeki, której drogi
odkrywa promień mgły, która się wije
między winnicami i samotnymi borami…
Wziąłem ołówek, który mam zawsze
pod ręką przy wezgłowiu, i chwyciłem go
jak ten, który tonie, chwytając
cienką, nieistniejącą słomkę. Rano
obudziłem się z ołówkiem w ręku.
Z drobnym promieniem słońca, który oświetla
linie życia i śmierci, krzyżujące się
na mojej dłoni. Z przez nocną
ulewę zmytą koroną wielkiego
orzecha w oku. Z gruchaniem synogarlic
w uchu... Snu nie pamiętałem.
To był jeszcze jeden mój nienapisany
wiersz. Wiersz, który, niczym wielu
ludzi w mieście, w którym się urodziłem,
pochłonęła noc.
Nenapisana pesem
Sanjal sem pesem: lepo in čelo.
Izbrušeno kristalno kroglo. Odprto
kletko, polno zlatojesenske kraške
svetlobe. V njej praznino z glasbeno
skrinjico v srcu. Šum peruti mrtve
ptice in podzemne reke, katere poti
odkriva pramen megle, ki se vijuga
med vinogradi in samotnimi bori ...
Vzel sem svinčnik, ki ga imam zmeraj
pri roki ob vzglavju, in se ga
oprijel kot tisti, ki se utaplja, za
tenko, neobstaječo slamico. Zjutraj
sem se zbudil s svinčnikom v roki.
Z drobnim žarkom sonca, ki obseva
črti življenja in smrti, ki se
križata na moji dlani. Z nočnim
nalivom umito krošnjo velikega
oreha v očesu. Z gruljenjem grlic
v ušesu ... Sanj se nisem spominjal.
To je bila še ena mojih nenapisanih
pesmi. Pesem, ki jo je, kot veliko
ljudi v mestu, kjer sem rojen,
pogoltnila noč.
Znowu zawiał silny wicher wojny
Znowu zawiał silny wicher wojny.
Opustoszył pola i osiedla. Wyrwał
z korzeniami również stuletnie drzewa.
W powietrzu domy, świątynie, mosty… -
z białymi łukami pomiędzy ziemią i niebem.
Napiętymi jak ciała nagich kochanków.
Nad pustymi łąkami i zrujnowanymi miastami
lecą ludzie, którzy przeżyli. Starcy,
kobiety, dzieci … Z węzłami wspomnień.
Wszystkim urosły niewidzialne skrzydła. Lecą,
tak jak śnieżą puszyste śnieżynki przekwitłych
mleczy. Lecą bez kierunku i celu. Wytrwale,
kurczowo za ręce trzymają się wszyscy ci,
których nie rozłączyła fala wojennego nieszczęścia.
Ci, którzy nie będą już tkwili w bursztynie
zimowego powietrza, będą padać na płodne
lub niepłodne podłoża. Będą poszukiwać zacisza.
Z ostatków kruchej, nigdy niedojrzałej
nadziei będą próbowali zbudować nowy dom.
Ciepły kącik, w którym będą, objęci
w złym jak nigdy wcześniej w dobrym,
w nieugaszonym ogniu serca jedni drugim
topić zlodowaciałe łzy. Dopóki znowu
nie zawieje silny wicher wojny.
Znova je zapihal močan vihar vojne
Znova je zapihal močan vihar vojne.
Opustošil je polja in naselja. Iztrgal
s koreninami tudi stoletni drevesa.
V zraku hiše, molilnice, mostovi ...-
z belimi loki med zemljo in nebesi.
Napetimi kot telesi golih ljubimcev.
Nad pustimi travniki in porušeni mesti
letijo ljudje, ki so preživeli. Starci,
žene, otroci ... S culami spominov.
Vsem so zrasla nevidna krila. Lete,
kakor snežijo puhaste snežinke regratovih
lučk. Letijo brez smeri in cilja. Trdno,
krčevito se za roke držijo vsi tisti,
ki jih ni ločil val vojne nesreče.
Tisti, ki ne bodo več lebdeli v jantarju
zimskega zraka, bodo padli na plodna
ali neplodna tla. Poiskali bodo zavetje.
Z ostanki krhkega, nikdar odraslega
upa bodo skušali sezidati nov dom.
Topel kotiček, v katerem bodo, objeti
v hudem kot nikdar prej v dobrem,
na neugaslem ognju srca eni drugim
topili zledenele solze. Dokler znova
ne zapiha močan vihar vojne.
Jesienne popołudnie
Przyszła jeszcze jedna jesień. Złoci się dojrzała
gruszka. Siada na niej osa. Pod jej ciężarem
zakołysał się dzwon nieba. Budzą się
barokowe cerkiewki na wzgórzach twoich piersi.
Kiedy przyjemne światło rozlewa się w dół po
schodach winnicy, lubieżnie klęczę przed
ołtarzem twojego ciała. Kropla potu lśni
na włosku sromowym niczym kropla rosy
na źdźble trawy. Złotym, jak złote
opadłe liście. I wszystko, co wkrótce
zbutwieje. Przyszła jeszcze jedna jesień. Potem
będzie zima. I długi sen o wiośnie. Za drzwiami
i oknami zamkniętymi przez wichurę.
Jesenski popoldan
Še ena jesen je prišla. Zlati se prezrela
hruška. Nanjo se spušča osa. Pod njeno
težo zaniha zvon neba. Prebujata se
baročni cerkvici na hribčkah tvojih prsi.
Ko se blaga svetloba zliva navzdol po
stopnišču vinograda, pohotno klečim pred
oltarjem tvojega telesa. Blešči se sraga
znoja na sramni dlačici kot kaplja rose
na travni bilki. Zlati, kot je zlato
odpadlo listje. In vse, kar bo kmalu
strohnelo. Še ena jesen je prišla. Potem
bo zima. In dolg sen o pomladi. Za vrati
in okni, ki jih je zaprla burja.
Miotacz rozżarzonego dysku
Słońce każdego dnia, czy je widzimy czy nie,
przelatuje nad naszymi głowami. O tym się mówi:
wschodzi i zachodzi. Ten, który wszystko widzi,
wie i pracuje, zapala i gasi światło, koloruje
kwiaty, reżyseruje filmy ludzkich snów...,
jest też miotaczem rozżarzonego dysku.
Dzieci to ci, którzy każdego wieczoru,
we śnie, przynoszą mu go z powrotem.
Metalec razžarjenega diska
Sonce vsak dan, naj ga vidimo ali ne,
preleti naše glave. Temu se reče:
vzide in zaide. Tisti, ki vse vidi,
ve in dela, prižiga in ugaša luč, barva
rože, režira filme človeških sanj ...,
je tudi metalec rozžarjenega diska.
Otroci so tisti, ki mu ga vsak večer,
v snu, prinesejo nazaj.
Monolog
Jeżeli twardo zasnę i się nigdy
nie obudzę, prześpię także
śmierć.
Samogovor
Če bom trdno zaspal in se ne bom
nikdar zbudil, bom prespal tudi
smrt.
Głos poety
Głos poety jest wyjątkowy i niepowtarzalny,
ponieważ jest echem dźwięku do granic napiętej i
poszarpanej struny na harfie duszy. Złotej
struny – promienia słońca. W jednym tchnieniu
piękny i żałosny.
Źródło: Josip Osti, Kraški narcis, Beletrina, Ljubljana 1999
Przekład: Katarzyna Szproch
Glas pesnika
Glas pesnika je enkraten in neponovljiv,
ker je odmev zvoka do konca napete in
pretrgane strune na harfi duše. Zlate
strune – sončnega žarka. V isti sapi lep
in žalosten.
Źródło: Josip Osti, Kraški narcis, Beletrina, Ljubljana 1999