Wezmę pocałunek i go przepołowię
Wezmę dotyk
i sprawiedliwie rozdzielę go na boki i ręce i włosy
Język zapuszczę we wszystkie twoje otwory
aby w gorączce konwulsji upił się
naszą miłością
Także niebo nad nami podzielę
na mnie i ciebie
słońce i księżyc też
na połowę
Na końcu wezmę Czas
(który nam pozostał
w tych szybkich popołudniach)
i go przełamię jak łamie się chleb
na połowę i potem jeszcze na połowę
i znowu połowę na połowę
i połowę na połowę
Dopóki nasza
ukryta miłość
nie osiągnie
prostoty wieczności
jesteś tak piękna że aż mi źle
tak gładka tak z blizka
tak trzepocząca jak płomień świecy
tak utkana ze słów z nitek deszczu
ze starych wierszy tak blisko tak daleko
tak mała i nieznacząca zagubiona
tak niema głośna cicha hałaśliwa
kiedy się kochasz jesteś taka śmiertelna
Wymyślam sobie adresy imiona objęcia
wymyślam drogi gdzie się spotykaliśmy
gdzie szliśmy osobno
Dziś jest taki czas
że nie ma czasu
ani na spotkania ani na pożegnania
dlatego wymyślam sobie twoją twarz
ręce skórę i piegi na nosie
i czekam na czas
kiedy mnie odnajdziesz
a potem tak słodko
znowu zgubisz
nigdy więcej
piasku w butach pocałunku na czole gniazda we włosach
nigdy więcej
zapachu w zgięciu rąk nóg
gdzie możesz bezpiecznie zagnieździć westchnienia
nigdy więcej
metafor matamorfoz słów miłości
nigdy więcej
czasu na wszystko
nigdy więcej zawsze
i na wieki
nigdy więcej nigdy więcej
siedemnaście ani trzydzieści trzy
i znowu i znowu i znowu
nigdy więcej ukochana moja
nie będę szedł po twoich śladach
kiedy drogi ci się zaplączą
kiedy świat spadnie ci z ramion
kiedy w ustach zbierają się chwasty
przypomnij mnie sobie
moją rękę w twojej
mój krok przy twoim
kiedy milczysz gdy powinnaś płakać
przypomnij mnie sobie
kiedy krzyczysz gdy powinnaś śpiewać
przypomnij mnie sobie
kiedy śnisz że biegniesz w poprzek
nieznanego mostu i pod nogami
pustka
w żołądku pajęczyna
kiedy ci wymieniają krew żyły twarz
kiedy spadają na ciebie
półki z prastarymi książkami
kiedy ci wyrywają dziecko łóżeczko
ostatnia nadzieja że świat jest
wart istnienia
przypomnij sobie
przypomnij mnie sobie
bowiem moja miłość
jest płynąca jak woda
dobra i świeża także
po tysiącu latach
przed zaciszem przed nocą
w ciemnym świetle gdy lampy miasta
jeszcze się nie zapaliły i powietrze drży
niczym rozżalona panna młoda
przed milczeniem przed niebem
które jeszcze wciąż obiecuje gwiazdy
tam na dół między ulice jak kanały
tak głęboko tak na dnie
tak w mroku także gdy słońce jest w zenicie
tak bez dotyku tak nieśmiało
niczym niesprawiedliwie złamane skrzydło
niczym linia na horyzoncie na wargach
na czole na szyi tak przed zaciszem
przed nocą tak w ciemnym świetle
że nie ma nic oprócz dywanów szczurzych
odchodów właściwie żadnej możliwości
na miłość
przychodziłem każdego poranka
gdy na mnie czekałaś stałaś w oknie
i wkrótce potem
na mojej dłoni
obrałem cię i rozszerzyłem
do gruntownego przeglądu
pozwoliłaś
żebym za każdym razem wpychał w ciebie
całego siebie
całe swoje życie
smutek dreszcz i niespełnione życzenia
gdy odchodziłem zawsze była już noc
koniec życia koniec systemu słonecznego
koniec galaktyki wszechświata
koniec dnia
następnego poranka znowu przyszedłem
i czekałaś na mnie
w oknie
i wkrótce znowu na mojej dłoni
żebym wypróbował twoją
nieskończoną cierpliwość
bez ciebie wiersz nie ma sensu
krok w puste łyk pragnienia
jaskinia kształtów grobowiec rąk
ślina proch i pocałunek ukąszenie
bez ciebie niebo jest cementem
erekcja katapulta bólu
upór życia jego bezsens
bez ciebie książka jest nieskończona
słowo wiecznie nieobecne
nawet światło jest tylko ekranem komputera
łóżko trumna i bezpłodna macica
bez ciebie bohaterowie nie mają przyszłości
moje ślepe dotyki przegrywają bitwy
jeśli chodzę po wodzie chodzę przez kamień
bez wartości jest moje wołanie
bez ciebie kawka wrona dziobiąca
mój drżący członek który nie znajduje
który nie znajduje nie znajduje siebie bez ciebie
bez ciebie jestem bezpłodnym brzegiem
spalony do głodnej lawy
z której nie wykiełkuje nawet zdrada
Stół
za którym nie jesteś sam
Łóżko
w którym nie jesteś sam
w moim brzuchu jest wystarczająco miejsca dla wszystkich wspomnień
w moich żyłach wystarczająco krwi żeby napoić kamienie
jestem niczym koń trojański i we mnie są
kwiaty i ciernie dokumenty i słowa kamienie i wyspy
w moim oku spoczywają dawne obrazy cudzych spojrzeń
krainy snu i rowy strzelnicze czujności
w moich włosach jest ogień i ptasie gniazda niedokończonych żyć
w moim brzuchu w moich żyłach
w moim oku w moich włosach jeszcze wciąż jestem tylko kimś innym
Przekład: Katarzyna Szproch
Vzel bom poljub in ga razpolovil
Vzel dotik
in ga pravično razdelil na boke in roke in
lase
Jezik bom pustil v vseh tvojih odprtinah
da se v vročici trzljajev nacedi
z najino ljubeznijo
Tudi nebo nad nama bom razdelil
na mene in tebe
pa sonce in luno
na polovico
Na koncu bom vzel Čas
(ki nama je ostal
v teh hitrih popoldnevih)
in ga prelomil kot se prelomi kruh
na polovico in potem še na polovico
in spet polovico na polovico
in polovico na polovico
Dokler ne bo
najina skrivna ljubezen
dosegla
preprostost večnosti
tako si lepa da mi je hudo
tako gladka tako od blizu
tako trepetajoča tako plamen sveče
tako stkana iz besed iz nitk dežja
iz starih pesmi tako blizu tako daleč
tako si majhna in neznatna izgubljena
tako si nema glasna tiha hrupna
ko se ljubiš si tako smrtna
Izmišljam si naslove imena objeme
izmišljam poti kjer sva se srečala
kjer sva šla narazen
Danes je takšen čas
da ni časa
ne za srečanja ne za slovese
zato si izmišljam tvoj obraz
roke polt in pege na nosu
in čakam čas
da me poiščeš
in potem tako sladko
spet izgubiš
nikoli več
peska v čevljih poljuba na čelu gnezda v laseh
nikoli več
vonja v pregibu rok nog
kamor lahko varno ugnezdiš vzdihe
nikoli več
matafor matemorfoz besed ljubezni
nikoli več
časa za vse
nikoli več vedno
in za zmeraj
nikoli več nikoli več
sedemnajst niti triintrideset
in spet in spet in spet
nikoli več ljubljena moja
ne bom zašel v tvojo sled
kadar se ti poti zavozlajo
kadar ti svet pade z ramen
kadar se ti v ustih nabira plevel
se spomni name
na mojo roko v tvoji
na moj korak ob tvojem
kadar molčiš ko bi morala jokati
se spomni name
kadar kričiš ko bi morala peti
se spomni name
kadar sanjaš da tečeš preko
neznanega mostu in pod nogami
praznina
v želodcu pajčevina
kadar ti zamenjajo kri žile obraz
kadar padejo po tebi
police s prastarimi knjigami
kadar ti iztrgajo otroka posteljico
zadnje upanje da je svet
vreden obstoja
se spomni
se spomni name
kajti moja ljubezen
je tekoča kot voda
dobra in sveža tudi
po tisoč letih
pred zatišjem pred nočjo
v temni svetlobi ko se luči mesta
še niso prižgale in zrak trepeta
kot užaloščena nevesta
pred molkom pred nebom
ki še vedno obljublja zvezde
tja dol med ulice kot kanale
tako globoko tako na dnu
tako v mraku tudi ko je sonce v zenitu
tako brez dotika tako plaho
kot po krivici strta perut
kot črta na horizontu na ustnicah
na čelu na vratu tako pred zatišjem
pred nočjo tako v temni svetlobi
da ni razen preproge podganjih
iztrebkov prav nobene možnosti
za ljubezen
prihajal sem vsako jutro
ko si me čakala si stala v oknu
in kmalu potem
na moji dlani
olupil sem te in te razkrečil
za temeljit pregled
pustila si
da sem vsakič zrinil vate
celega sebe
vse svoje življenje
otožnost srh in neizpolnjene želje
ko sem odhajal je vedno bila že noč
konec živjenja konec sončnega sistema
konec galaksije vesolja
konec dneva
naslednje jutro sem spet prišel
in si me čakala
v oknu
in kmalu spet na moji dlani
da preizkusim tvojo
neskončno potrpežljivost
brez tebe je pesem brez zmisla
korak v prazno požirek žeje
votlina podob grobnica rok
slina prah in poljub ugriz
brez tebe je nebo cement
erekcija katapult bolečine
vztrajnost življenja njegov nesmisel
brez tebe je knjiga nedokončana
beseda večno odsotna
celo svetloba je zgolj računalski ekran
postelja krsta in jalova maternica
brez tebe heroji nimajo prihodnosti
moji slepi dotiki izgubljajo bitke
če hodim po vodi hodim skozi kamen
brez vrednosti je moje vpitje
brez tebe kavka vrana ki kljuješ
v moj trzajoči spol ki ne najde
ki ne najde ki ne najde sebe brez tebe
brez tebe jalov breg sem
požgan do lačne lave
iz katere ne požene niti prevara
Miza
za katero nisi sam
Postelja
v kateri nisi sam
v mojem trebuhu je dovolj prostora za vse spomine
v mojih žilah dovolj krvi da napoji kamene
kot trojanski konj sem in v meni so
cvetovi in trni listine in besede kamni in otoki
v mojem očesu počivajo davne slike tujih pogledov
pokrajine sna in strelski jarki budnosti
v mojih laseh je ogenj in ptičja gnezda nedokončanih življenj
v mojem trebuhu v mojih žilah
v mojem očesu v mojih laseh sem še vedno
samo nekdo drug
Vir: Vinko Möderndorfer, "Skala in srce"; Aleph, Ljubljana 2005