Zdenko Matoz, Delo

W każdym z nas jest trochę Meksykanina

W nowej powieści Paloma negra Miha Mazzini przeplótł zjawisko eskapistycznej popkultury i państwowej przemocy zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Nowa powieść rozchwytywanego słoweńskiego pisarza, felietonisty i scenarzysty Mihy Mazziniego Paloma negra, która ukazała się nakładem wydawnictwa Študentska založba, przynosi ciekawe zestawienie politycznego terroru i eskapizmu popkultury. Duch sprzeciwu wobec przemocy i łagodzenie napięć społecznych zderzają się z kiepskimi filmami meksykańskimi i taką też muzyką.

Paloma negra stopniowo odsłania specyficzny fenomen popularności muzyki meksykańskiej w niegdysiejszej Jugosławii. Jak się pan z nim zmierzył?

Jeśli bywa się na większych targach i zerka na pozostałości przeszłości, można znaleźć rzeczy będące częścią naszych wspomnień, od fragmentów mundurów JLA (Jugosłowiańskiej Armii Ludowej - przyp. tłum) po stare płyty winylowe. Większe targi oferują to od wielu lat. Przed kilku laty zastanawiałem się, dlaczego wszędzie są ci Meksykanie. Wówczas było to raczej spontaniczne pytanie. Później zacząłem szperać w komputerze i niczego nie znalazłem. Gdyby wszystko było normalne, znalazłbym kilka wyników, dowiedziałbym się, o co chodzi i - do widzenia - zapomniałbym. Ale problem jest w tym, że wyszukiwarka nie znalazła niczego. Wydało mi się to bardzo dziwne. Przejrzałem jeszcze encyklopedie rocka i popu i tam też nic nie było. Wtedy naprawdę zaczęło mnie to interesować i postanowiłem przejrzeć archiwa gazet, ale i tam nic nie znalazłem.

Wszystkie te single z Jugomeksykanami wciąż jeszcze krążą po większych targach?

Tak, dlatego nakupiłem na większych targach trochę tych płyt, a właściwie singli. Przyznam, że nie był to żaden wielki wydatek (śmiech). Zeskanowałem okładki i stworzyłem prawdziwą stronę internetową. Po czym wylała się lawina ludzi, którzy to pamiętali.

Badał pan ten fenomen dość długo?

Oczywiście, gdyż nigdzie niczego nie było. Najwięcej danych zacząłem zbierać później, kiedy stworzyłem stronę internetową z muzyką yumex. Ci starsi, którzy ją odkryli, zaczęłi sobie przypominać. Napisał do mnie też właściciel pewnej dyskoteki ze Szwecji i stwierdził, że dopiero teraz rozumie, dlaczego Jugosłowianie, zanim o czwartej nad ranem zamyka się dyskotekę, chcą słuchać meksykańskich kawałków.

Otrzymywałem też wstrząsające listy typu: mój tata albo dziadek umiera i chciałby jeszcze raz posłuchać tego utworu, może pan go ma? I podobne. Potem poświęciłem trochę czasu, wrzuciłem te płyty na gramofon, zamieniłem w formę elektroniczną i załadowałem do Internetu.

Jednocześnie zaczął też powstawać film dokumentalny o muzyce yumex.

Później historia o zapomnianej muzyce stała się tak nieprawdopodobna, że uznałem, iż muszę nakręcić opowieści tych ludziach, dopóki jeszcze żyją. A kluczowe w decyzji o nagraniu wszystkiego, chociaż nie włączyłem tego do filmu, który jeszcze powstaje, było to, że zadzwonił do mnie ktoś ze Slawonii. Twierdził, że widział moją stronę internetową i pytał, czy byłbym może zainteresowany zorganizowaniem koncertu pojednania. Skończyła się wojna w Jugosławii, spotkają się wykonawcy jugomeksykańskiej muzyki z Serbii, Chorwacji, Bośni, Czarnogóry, i razem zaśpiewamy, powiedział. Wydało mi się to zupełnie szalone, koncert pojednania w meksykańskich strojach. Pojechałem z kamerą ich nagrywać. Tak się zaczęło. Najpierw nagrywałem wywiady, mające być pomocą przy pisaniu książki, gdyż lubię być dobrze przygotowanym, kiedy piszę powieść historyczną. Zrobiłem wywiady z tymi wykonawcami i stwierdziłem, że mógłbym te nagrania złożyć w film dokumentalny.

Paloma negra przedstawia historię z okresu zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy u nas tworzyła się nowa władza, kiedy represje były częścią codzienności.

W latach pięćdziesiątych, kiedy dzieje się akcja powieści, represje były najgorsze. Właśnie z powodu tego, że wszyscy, włącznie z Titą, chcieli udowodnić Stalinowi, że są jego prawdziwymi dziećmi, chociaż formalnie się od niego odłączyli. A prawdopodobnie my, Słoweńcy, byliśmy pierwsi w szeregu. Wtedy były jeszcze te procesy w Dachau... Interesowało mnie to połączenie. W pewien sposób poprzez te meksykańskie filmy, przede wszystkim Jeden dzień z życia, wdarała się do nas popkultura, czysto eskapistyczna popkultura. Z drugiej strony mieliśmy w tym czasie najgorszy terror. W powieści Paloma negra zająłem się spotkaniem terroru politycznego i eskapizmu popkultury.

Szukanie wewnętrznego wroga zaczęło się wtedy i trwa jakby po dzień dzisiejszy. Kto jest naszym wewnętrznym wrogiem?

(śmiech) Amerykanie mają dobre zdanie ze swojej historii: Ujrzałem wroga wewnętrznego i to my nim jesteśmy! Problem wroga wewnętrznego polega na tym, że jest to wygodny pretekst, którym tłumaczymy wszystkie swoje błędy, strachy.

Głównemu bohaterowi, Davidowi, hiszpańskiemu wojakowi, partyzantowi i zawodowemu rewolucjoniście, przeciwstawia się przemoc systemu, który świadomie budował.

Jestem przeszkolony, wręcz nauczony, że często zastanawiam się, w czym jest sens rzeczy, które robię. Ludzie są jak te zabawki, które się nakręca. Są tacy, którzy mają niewyczerpane pokłady energii i ruszają się jak nakręceni, przez całe życie robią jedno i to samo i nigdy o nic nie pytają. A mnie w powieści interesowała osoba, której brakuje tego nakręcenia, tej energii, i jest zmuszona się zatrzymać.

Czy też się obudzić...

To jest właściwie powieść o przebudzeniu. Człowiek zdecydował, że ma wszystkiego dość i zaczął się budzić. Dlatego od strony technicznej mogłem wpleść w powieść tę eskapistyczną muzykę Jugomeksykanów. To wkroczenie w meksykańskich strojach wydało mi się dobrym symbolem przebudzenia. Jak mówi pewna postać w filmie dokumentalnym, w Belgradzie pewien krawiec spejalizował się w szyciu meksykańskich strojów.

David, główny bohater, musi wyjechać do odległej wioski, która niemal w całości jest zdradziecka, powstańcza, cokolwiek to znaczy.

Tu interesowało mnie coś innego. Ciekawe jest to, że w tych mniejszych lokalnych społecznościach pozostają wspomnienia o jakiejś chwili niepodległości. Wszyscy wiemy o istnieniu Republiki Prekmurskiej. Ja jestem z Jesenic i tamtejsza legenda mówi, że wieś Hrušica, która teraz jest znana dzięki hokeiście Anže Kopitarowi, po pierwszej wojnie światowej ogłosiła niepodległość, że istniała Republika Hruščevska. Ciekawe jest to słoweńskie spojrzenie na świat, gdzie najmniejszą podstawową społecznością jest wieś. Tu wiele się nie zmieniło.

Jako Słoweńcy musieliśmy rozbić nasz kraj na 210 gmin, zaraz po tym, kiedy go otrzymaliśmy. To rozbijanie na mniejsze jednostki jest normalne, to są jednostki, które walczą o jakąś niezależność. W XIX wieku nie dokonaliśmy tego przeskoku ku idei narodu, bo nie mogliśmy. Dlatego pozostaliśmy i rozumowaliśmy w tych mniejszych społecznościach. Również aktualne ruchy, które obserwujemy teraz, zaczęły się lokalnie. To jest nasz poziom, lokalny.

Tak jakby Paloma negra zjawiła się w najodpowiedniejszym momencie, wszak można znaleźć jakieś paralele z aktualnymi wydarzeniami w Słowenii.

(westchnienie) Tak, teraz tak jest. To oczywiście nie było celowe. Mnie bardzo interesuje, nazwijmy go tak, duch czasu. Pisarz - według definicji, którą według mnie sformułował Kurt Vonnegut - jest jak ta papuga, którą górnicy trzymali w szybie, aby zaczęła krzyczeć, zanim wszystko się zawali.

Przed jakimiś sześcioma, siedmioma laty, w czasie dobrobytu, zacząłem rozmyślać, czy nie warto by napisać powieści o chciwości. Później napisałem Niemiecką loterię. A kiedy skończyłem powieść i oddałem ją ze wszystkimi poprawkami, tego samego dnia nadeszła informacja o upadku grupy finansowej Lehman Brothers, a w USA oficjalnie rozpoczął się kryzys.

Jedną z podstawowych cech dzieła artystycznego jest to, że zawsze musi istnieć na poziomie symbolicznym. Patrzymy na rzeczywistość, patrzymy na dzieło artystyczne i odnajdujemy związki.

Przekład z języka słoweńskiego: Tomasz Łukaszewicz

Źródło: delo.si

Więcej o książce Paloma negra

Zobacz też Profil Mihy Mazziniego

Zdenko Matoz, Delo

Vsi smo po malem Mehičani

V novem romanu Paloma negra Miha Mazzini je prepletel pojav eskapistične pop kulture in državnega nasilja kmalu po koncu druge svetovne vojne.

Miha Mazzini, Paloma negra
fot. Igor Zaplatil

Novi roman zagnanega slovenskega pisatelja, kolumnista in scenarista Mihe Mazzinija Paloma negra, ki je izšel pri Študentski založbi, prinaša zanimivo srečanje političnega terorja in eskapizma pop kulture. Tu trčita duh upora proti nasilju in blaženje družbenih napetosti z mehiškimi osladnimi filmi in prav tako glasbo. Začelo se je že v 50. letih prejšnjega stoletja, in kakor kaže, še vedno traja.

Zdenko Matoz: Paloma negra postopoma odkriva tančico nad svojevrstnim fenomenom priljubljenosti mehiške glasbe v nekdanji Jugoslaviji. Kako ste trčili obenj?

Miha Mazzini: Če hodite po bolšjih sejmih in gledate ostanke preteklosti, najdete stvari, ki so del našega spomina, od delov oblačil JLA do starih vinilnih plošč. Sploh ne majhen del teh plošč pa je od pevcev, oblečenih v mehiška oblačila. Na bolšjih sejmih se to ponuja že leta in leta. Pred nekaj leti sem se vprašal, zakaj so povsod ti Mehičani. Takrat je bilo to bolj sprotno vprašanje. Nato sem začel brskati po računalniku in nisem našel ničesar. Če bi bilo vse normalno, bi našel nekaj zadetkov, izvedel bi, za kaj gre in – adijo, bi pozabil. Problem pa je v tem, da brskalnik ni našel ničesar, kar se mi je zdelo zelo čudno. Prebrskal sem še pop in rock enciklopedije in jih tudi tam ni bilo. Nato me je že res začelo zanimati in sem šel gledat v časopisne arhive, a jih prav tako nisem našel.

Vsi ti singli z Jugomehičani se še vedno potikajo po bolšjih trgih?

Da, zato sem po bolšjih sejmih pokupil te plošče, praviloma singlice. Priznam, da to ni bil kakšen velik strošek. (smeh) Poskeniral sem ovitke in naredil pravo spletno stran. Nato pa se je vsul plaz ljudi, ki so se spominjali tega.

Ta fenomen ste raziskovali precej dolgo?

Seveda, ker ni bilo nikjer ničesar. Še največ podatkov sem začel dobivati potem, ko sem postavil spletno stran z yumex glasbo. Tisti starejši, ki so jo odkrili, so se začeli spominjati. Pisal mi je tudi lastnik nekega diskoteke iz Švedske in dejal, da mu je šele zdaj jasno, zakaj hočejo Jugoslovani, preden se ob štirih zjutraj zapre diskoteka, poslušati mehiške pesmi.

Dobival sem tudi pretresljiva pisma v smislu, moj oče ali dedek umira in bi rad še enkrat slišal to pesem, ali jo mogoče imate? In podobno. Potem sem si vzel čas, dal te plošče na gramofon, jih spremenil v elektronsko obliko in prenesel na internet.

Sproti je začel nastajati tudi dokumentarec o yumex glasbi.

Potem pa je zgodba o pozabljeni glasbi postala tako neverjetna, da sem dejal, da moram posneti pričevanja teh ljudi, dokler so še živi. Ključno, da sem se odločil vse posneti, čeprav tega nisem vključil v dokumentarec, ki je še v nastajanju, pa je bilo to, da me poklical nekdo iz Slavonije. Dejal je, da je videl mojo spletno stran in ali me bi mogoče zanimalo, da organizirajo koncert sprave. Končala se je vojna v Jugoslaviji, dobili se bomo pevci jugomehiške glasbe iz Srbije, Hrvaške, Bosne, Črne gore, in skupaj zapeli, mi je povedal. Zdelo se mi je res noro, koncert sprave v mehiških oblačilih. S kamero sem jih odšel snemat. Tako se je začelo. Sprva sem intervjuje snemal kot pomoč pri pisanju knjige, ker se rad dobro pripravim, če pišem zgodovinski roman. Naredil sem intervjuje s temi pevci, potem pa se mi je zazdelo, da bi posnetke lahko zložil v dokumentarec.

Paloma negra prinaša zgodbo iz obdobja kmalu po drugi svetovni vojni, ko se je pri nas gradila nova oblast, ko je bila represija del vsakdana.

Miha Mazzini, Paloma NegraV petdesetih letih, ko se dogaja zgodba romana, je bil represija zelo huda, ravno zaradi tega, ker so vsi, s Titom vred, hoteli Stalinu dokazati, da so njegovi pravi otroci, čeprav so se uradno ločili od njega. Verjetno pa smo hoteli biti Slovenci še najbolj na liniji, takrat so bili tudi dachauski procesi ... Zanimal me je ta spoj. Po svoje je k nam prek teh mehiških filmov, predvsem En dan življenja, vdrla popkultura, čisto eskapistična pop kultura. Po drugi strani smo imeli sočasno najhujši teror. V romanu Paloma negra me je zanimalo srečanje političnega terorja in eskapizma pop kulture.

Iskanje notranjih sovražnikov se je začelo takrat in kakor da se še dandanes ni nehalo. Kdo je naš notranji sovražnik?

(smeh) Američani imajo dober stavek iz svoje zgodovine: Zagledal sem notranjega sovražnika in to smo mi! Problem notranjega sovražnika je v tem, da je to priročen izgovor, v katerega damo vse svoje napake, strahove.

Glavnemu junaku Davidu, španskemu borcu, partizanu in poklicnemu revolucionarju, se upre nasilje sistema, ki ga je vestno gradil.

Sem zdresiran in potem še naučen, da se o stvareh, ki jih počnem, pogosto vprašujem, v čem je njihov smisel. Ljudje so kot tiste igrače, ki jih naviješ. So takšni, ki imajo neizčrpen vir energije in migajo kot naviti, vse življenje delajo eno in isto in se nikoli nič ne vprašajo. Mene pa je v romanu zanimala oseba, ki ji zmanjka tega navitja, te energije, in se je prisiljena ustaviti.

Oziroma se zbudi ...

To je v bistvu roman o prebujanju. Človek se je odločil, da ima vsega dovolj, in se je začel prebujati. Zato sem lahko čisto tehnično vpletel v roman to eskapistično glasbo Jugomehičanov. Zdel se mi je lep simbol prebujanja, ko nekateri nenadoma vkorakajo v mehiških oblekah. Kakor pravi nekdo v dokumentarcu, se je v Beogradu neki krojač specializiral za izdelovanje mehiških oblačil.

David, glavni junak, mora oditi v odročno vas, ki pa je skoraj v celoti izdajalska, uporniška, karkoli že to pomeni.

Tu je mene zanimalo nekaj drugega. Zanimivo je, da po teh manjših lokalnih skupnostih ostajajo spomini na neki trenutek neodvisnosti. Vsi vemo za prekmursko republiko. Jaz sem z Jesenic in tamkajšnja legenda pravi, da je vas Hrušica, ki je zdaj znana po hokejistu Anžetu Kopitarju, po prvi svetovni vojni razglasila neodvisnost, da je obstajala Hruščevska republika. Zanimiv je ta slovenski pogled na svet, kjer je najmanjša enota osnovna skupnost, to je recimo vas. Tu se ni veliko spremenilo.

Slovenci smo morali svojo državo takoj, ko smo jo dobili, razbiti na 210 občin. To razbijanje na manjše enote je normalno, to so enote, ki se borijo za neko samostojnost. Slovenci v 19. stoletju nismo naredili tega preskoka k ideji naroda, ker nismo mogli, smo pa ostali in razmišljali v teh manjših skupnostih. Tudi aktualni upori, ki smo jim priča te dni, so se začeli lokalno. To je naš nivo, lokalni.

Kakor da je Paloma negra priletela v najbolj primernem trenutku, saj je mogoče potegniti kar nekaj vzporednic z aktualnimi dogodki v Sloveniji.

(vzdih) Ja, zdaj pa tako. To seveda ni bilo namerno. Meni se zdi zelo zanimiv, recimo tako, duh časa in pisatelj je – po definiciji, za katero mislim, da jo je izrekel Kurt Vonnegut – kot tisti papagaj, ki so ga imeli rudarji v rovu, da začne vpiti, preden se vse podre.

Pred kakšnimi šestimi, sedmimi leti, v času blaginje, sem začel razmišljati, da bi bilo treba napisati roman o pohlepu. Potem sem napisal Nemško loterijo, in ko sem roman z vsemi popravki končal in oddal, je istega dne prišla novica o propadu finančne družbe Lehman Brothers v ZDA in se je uradno začela kriza.

Ena osnovnih značilnosti umetniškega dela je, da mora vedno delovati na simbolni ravni. Gledamo realnost in gledamo umetniško delo in najdemo povezave.

Vir: delo.si

Več o knjigi Paloma negra

Poglej tudi Profil Mihe Mazzinija