Najpierw się przedstawię. Jestem Jure Hafner, student budownictwa. Urodziłem się w Słowenii, w mieście Kranj. Mam 23 lata. Tu w Polsce, a dokładniej w Gdańsku, spędziłem pięć miesięcy. Byłem tu na wymianie Erasmus, studiowałem na Politechnice Gdańskiej. Jak doszło do tego, że zdecydowałem się na Polskę, przedstawię wam pokrótce w kilku zdaniach.
Najpierw zdecydowałem się na Europę Wschodnią, gdyż życie tutaj jest dla mnie tańsze, niż w jej zachodniej części. Później miałem w myślach Czechy i Polskę. Decyzja była zaś w końcu taka, gdyż za długo się zastanawiałem, gdzie dokładnie chciałbym pojechać. Na końcu pozostała tylko możliwość wyjazdu do Polski, a ponieważ moja uczelnia ma podpisaną umowę tylko z Politechniką Gdańską, więc wylądowałem tutaj.
Moja wyprawa do Gdańska rozpoczęła się dość niespodziewanie. Przyjechałem tu pociągiem. Podróż była naprawdę czymś irytującym i męczącym, wszak trwa nieco ponad 20 godzin. Już na samym początku spotkałem ciekawych współpodróżnych, którzy zmierzali na Ukrainę po prostu z jedną walizką i troszkę większą torbą. Ja zaś byłem wyposażony w wielki górski plecak i walizkę podróżną, gdyż wziąłem ze sobą naprawdę prawie wszystko, czego potrzebowałem, żeby niepotrzebnie nie wydawać tu pieniędzy. Moim kolejnym ciekawym rozmówcą był student, który studiuje historię w Gradcu, a pochodzi z Berlina. To naprawdę niesamowite, że zdecydował się studiować w tym, w porównaniu z Berlinem, który jest naprawdę wyjątkowy, małym mieście. Ja również odwiedziłem Berlin i rzeczywiście jest niepowtarzalny i bez problemów przyzwyczaiłbym się do komfortu, w którym żyją jego mieszkańcy. Powoli dojechałem do Wiednia, gdzie wsiadłem do pociągu do Polski. Tu zaś moim pierwszym współpasażerem był Amerykanin z Chicago. W moim odczuciu był trochę dziwny, wszak w środku rozmowy zamilkł i zasnął. A później zdarzyło się coś całkowicie nieoczekiwanego. Kiedy staliśmy na granicy polsko-czeskiej, spotkałem Słoweńca Tomaža Šemrova, również studenta Uniwersytetu w Lublanie, Wydziału Ekonomicznego. Także on jest teraz na wymianie Erasmus tu w Polsce, w Katowicach. Razem jechaliśmy jakąś godzinę, potem zaś on opuścił pociąg, a mnie czekała jeszcze prawie połowa drogi. Powoli dojechałem do Warszawy, gdzie przesiadłem się na pociąg do Gdańska. Był on wyjątkowo przepełniony i ledwo znalazłem miejsce, żeby usiąść i odespać następne cztery godzinki w niewiarygodnie trzęsącym się pociągu.
W końcu dojechałem do Gdańska. Moje pierwsze wrażenie nie było zbyt przyjemne. Wszystko było jakby w czasie komunizmu. Trafiłem w całkowicie socjalistyczny rosyjski zakątek. I moja pierwsza myśl: „Tu spędzę następny semestr! Ale się będzie wlekło!” Na początku mnóstwo kłopotów. Urządzenie pokoju tak jak trzeba ze współlokatorem z Włoch, który się nazywa Stefano, trwało około tygodnia. Potem trzeba było załatwić wszystkie papiery na mój pobyt i studiowanie tutaj. To nie jest takie łatwe, bo większość starszych osób nie zna angielskiego, ale organizacja Erasmus tu w Polsce jest naprawdę niewiarygodna, jako jedyni w Europie przydzielają mentora, aby „obleciał” z tobą wszystkie urzędy i biura, żebyś mógł załatwić wszystko, czego potrzebujesz.

Spędziłem tutaj pięć miesięcy i całkowicie się przyzwyczaiłem, wszystko było jak w domu. Do życia tutaj przywykłem bardzo szybko, nie mam żadnych problemów. Ludzie są mili, za wyjątkiem niektórych nocnych band, które straszą naokoło i biją obcokrajowców (szczególnie złe doświadczenia mają moi hiszpańscy przyjaciele i Włoch). Myślę, że ci młodzi ludzie żyją w sporej nędzy lub zmusiła ich do tego sytuacja, w której się znajdują i w ten sposób walczą o lepsze warunki. Trochę przypominają mi neonazistów, gdyż nienawidzą innych i pragną, aby sytuacja w Polsce się poprawiła. Ja na szczęście nie miałem tych problemów, najprawdopodobniej dlatego, że większość ludzi ma mnie za Polaka, przecież wszyscy jesteśmy słowiańskiej krwi i nie wyglądam tak odmiennie, jak na przykład Hiszpanie.
Ale wracam do dobrych ludzi, którzy są dużo bardziej warci uwagi. Zawsze trafiałem na otwarte drzwi, gdziekolwiek zapukałem i to mnie naprawdę zaskoczyło, gdyż spodziewałem się, że ludzie są dużo bardziej zamknięci, z powodu samych warunków życia, jakie tu są. Jednak mocno się pomyliłem. Wszędzie byłem mile widziany i nikt mnie nie wyrzucił. Wszędzie byli gotowi mi pomóc. Naprawdę niewiarygodne. Gdańsk jest wyjątkowym miastem, pełnym historii, prawdziwie studenckim, wielonarodowym. Tu, oprócz studentów Erasmusa, spotkałem jeszcze ludzi z Ukrainy, Rosji, Białorusi, Argentyny, Australii i oczywiście ze Słowenii.
Jeśli mam być szczery, trochę się zakochałem w tym mieście i kraju. Polska stała się teraz moją drugą ojczyzną, wszak czuję się tu jak w domu, przecież wszyscy jesteśmy Słowianami, a do tego mamy bardzo podobną historię. Teraz muszę przygotować moją pracę dyplomową na mojej uczelni, a potem na pewno wrócę do Gdańska. Jednak nie na stałe, lecz na jakiś tydzień albo dwa, po to, żeby spotkać się z wszystkimi starymi przyjaciółmi.
Gdy porównuję Gdańsk z innymi miastami, które odwiedziłem tu w Polsce, infrastruktura publiczna jest naprawdę o wiele gorsza, chociaż atmosfera, którą poczułem w Gdańsku, jest o wiele lepsza, niż gdziekolwiek indziej. To uczucie ciężko opisać. W powietrzu unosi się polska wielonarodowość. Wiesz, że jesteś w Polsce, ale cały czas masz okazję pokazać swoją twarz, swoją kulturę. Nie jest tak, jak czułem się gdzie indziej, gdzie musiałem być ostrożny, żeby nie być zbyt głośno – że jestem obcokrajowcem, Słoweńcem. Hiszpański przyjaciel pięknie się wyraził – w drodze powrotnej do Gdańska, kiedy wracaliśmy z Berlina, powiedział: „Po co ci dobra infrastruktura, znakomite warunki życiowe, jeśli nie odczuwasz przynależności i nie jesteś zadowolony z atmosfery, która cię otacza!” I właśnie tak jest. W Gdańsku można tego doświadczyć, to jest naprawdę zaraźliwe i z łatwością przyzwyczaisz się do tego klimatu, który poczułem. Wyjątkowo zaskoczyli mnie studenci, którzy studiują język słoweński. Kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, od razu wzięli mnie za swojego. Zazwyczaj trwa kilka dni, zanim poznasz człowieka i weźmiesz go za swojego, a tutaj byłem od razu ich, od pierwszej chwili.
Każdemu bym polecił, aby odwiedził Gdańsk na jakiś tydzień albo dwa, aby pooddychał tym miastem i poczuł ten specjalny polski wielonarodowy klimat, który otacza Gdańsk. Ja już cieszę się z dnia, kiedy wrócę. Gdańsk jest naprawdę niepowtarzalny – odwiedźcie go, jeśli chcecie poczuć coś całkiem innego i niewiarygodnego!
Tłum.: Tomasz Łukaszewicz
Najprej bi se rad predstavil. Sem Jure Hafner – študent gradbeništva. Rojen sem v Sloveniji, v mestu Kranj. Star sem 23 let. Tu na Poljskem, točneje v Gdansku, sem preživel pet mesecev. Tu sem bil kot Erasmus študent, študiral pa sem na Politehniki Gdansk. Kako je prišlo do tega, da sem se odločil za Poljsko, vam bom na hitro predstavil v nekaj stavkih.

Sprva sem se odločil za Vzhodno Evropo, ker je tu življenje zame cenejše, kot pa v zahodnem delu Evrope. Potem sem imel v mislih Češko in Poljsko. Odločitev pa je bila na koncu sledeča, ker sem preveč tuhtal, kam točno bi rad šel, je na koncu ostala samo možnost za Poljsko in ker ima moja fakulteta podpisano pogodbo samo s Politehniko v Gdansku, sem pristal tu.
Moja pot v Gdansk se je začela dokaj presenetljivo. Sem sem pripotoval z vlakom. Vožnja je res nekaj razburljivega in utrujajočega, saj traja kar nekaj več kot 20 ur. Že na samem začetku sem srečal zanimiva sopotnika, ki sta potovala v Ukrajino in sicer samo z enim kovčkom in malce večjo vrečko. Jaz pa sem bil opremljen z velikim hribovskim nahrbtnikom in potovalnim kovčkom, ker sem s seboj vzel res skoraj vse kar rabim, da ne bi tu po nepotrebnem zapravljal denarja. Moj naslednji zanimiv sogovornik je bil študent, ki študira zgodovino v Gradcu, prihaja pa iz Berlina. Res nenavadno, da se je odločil, da bo študiral tu v tem majhnem mestu, če ga primerjamo z Berlinom, ki je res izjemno mesto. Tudi sam sem obiskal Berlin in je res enkraten in bi se zlahka navadil na lagodje, ki ga imajo prebivalci tega mesta. Počasi sem le prispel na Dunaj, kjer sem se usedel na vlak za Poljsko. Tu pa je bil moj prvi sopotnik Američan iz Chichaga. Bil je malce čuden kar se mene tiče, saj je sredi pogovora človek kar obnemel in zaspal. No kasneje pa se je zgodilo nekaj povsem nepričakovanega. Ko smo stali na meji med Poljsko in Češko, sem srečal Slovenca Tomaža Šemrova, ravno tako študenta Ljubljanske Univerze, Fakultete za ekonomijo. Tudi on je trenutno na Erasmus izmenjavi tu na Poljskem in sicer v Katowicah. Skupaj sva se peljala dobro uro, potem pa je on zapustil vlak, mene pa je čakalo še skoraj pol poti. Počasi sem le prispel v Varšavo, kjer sem prestopil na vlak za Gdansk. Vlak je bil izredno poln in sem komaj dobil prostor, da sem se lahko usedel in odspal naslednje štiri urice na neverjetno tresočem vlaku.
Končno sem le prispel v Gdansk. Moj prvi vtis ni bil ravno prijeten. Vse je bilo kakor v času komunizma. Prišel sem v čisto socialistično rusko okolje. In moja prva misel: »Tu bom preživel naslednji semester! To se bo pa vleklo!« Na začetku polno težav! Da sva s cimrom iz Italije, njegovo ime je Stefano, uredila sobo, tako kot mora biti, je trajalo kar en teden. In v tem času sem se selil kar trikrat, res neverjetno. Potem je bilo treba urediti vse papirje, za moje bivanje in študij tukaj. To je kar zahtevno, saj večina starejših ne govori angleško, ampak Erasmus organizacija tu na Poljskem je res neverjetna za te razmere tu, saj so edini v Evropi, ki ti dodelijo mentorja, da s teboj obleta vse urade in pisarne, da si lahko urediš vse kar potrebuješ.
Preživel sem tukaj pet mesecev in sem se popolnoma navadil, tako da mi je vse zelo domače. Življenja tukaj sem se navadil zelo hitro, tako da nimam nobenih problemov. Ljudje so krasni, razen z izjemo nekaterih nočnih band, ki strašijo tu okoli in pretepajo tujce, zlasti imajo slabe izkušnje moji španski prijatelji in Italijan. Mislim, da so ti mladi ljudje kar precej v stiski oz. jih je v to prisilila situacija v kateri so in s tem zahtevajo boljše razmere. Mene malce spominjajo na neonaciste, ker ne marajo drugačnih in želijo, da bi se situacija na Poljskem popravila na bolje. Jaz k sreči nisem imel teh problemov, najbrž zato, ker me ima večina ljudi za Poljaka, saj smo vsi slovanske krvi in ne izstopam tako ekstremno kot na primer Španci. No, da se vrnem nazaj na dobre ljudi, ki so veliko bolj omembe vredni. Do sedaj sem zmeraj naletel na odprta vrata, kamorkoli sem potrkal in to me je res presenetilo, saj sem pričakoval, da so ljudje mnogo bolj zaprti, zaradi samih življenjskih pogojev, ki so tu. Vendar sem se pošteno zmotil. Povsod sem bil dobrodošel in nihče me ni zavrnil. Povsod so mi bili pripravljeni pomagati. Res neverjetno. Gdansk je izredno mesto, polno zgodovine in res pravo študentsko mesto, multinacionalno. Tu sem srečal poleg Erasmus študentov, še ljudi iz Ukrajine, Rusije, Belorusije, Argentine, Avstralije in seveda Slovenije.
Če sem pošten, sem se kar malce zaljubil v to mesto in državo. Poljska je sedaj postala moja druga domovina, saj se tu počutim kot doma, saj smo vsi Slovani, pa še precej podobno zgodovino imamo. Sedaj moram pripraviti mojo diplomsko nalogo na matični fakulteti, potem pa se bom sigurno prav kmalu vrnil v Gdansk. Sicer ne za stalno, za kakšen teden ali dva, toliko da srečam vse stare prijatelje.
Če primerjam Gdansk z drugimi mesti, ki sem jih obiskal tu na Poljskem, je javna infrastruktura res mnogo slabša, vendar vzdušje ki sem ga občutil v Gdansku je mnogo boljše, kot kjerkoli drugje. Ta občutek je težko opisati. V zraku občutiš poljsko multinacionalnost. Veš da si na Poljskem, ampak še vedno imaš priložnost pokazati svoj obraz, svojo kulturo. Ni tako, kot sem se počutil drugje, kjer sem moral biti previden, da nisem bil preveč glasen – da sem tujec, Slovenec. Španski prijatelj je lepo povedal – dejal je na poti nazaj v Gdansk, ko smo se vračali iz Berlina: »Kaj ti bo dobra infrastruktura, izvrstni življenjski pogoji, če ne čutiš pripadnosti in nisi zadovoljen z atmosfero, ki te obdaja!« In res je tako. V Gdansku to lahko doživiš in je res nalezljivo in se zlahka navadiš na to vzdušje, ki sem ga občutil.
Izredno presenečen sem bil nad študenti, ki študirajo slovenski jezik. Ko smo se srečali prvič, so me takoj vzeli za svojega. Ponavadi traja nekaj dni, da človeka spoznaš in ga vzameš za svojega, tu pa sem bil njihov tako, prvi trenutek.

Vsakomur bi priporočil, da obišče Gdansk za kakšen teden ali dva, da zadiha s tem mestom in občuti to posebno poljsko multinacionalno klimo, ki obdaja Gdansk. Jaz se že veselim dneva, ko se bom vrnil. Gdansk je res enkraten in ga obiščite, če bi radi začutili nekaj povsem drugega in neverjetnega!