
Nawet gdyby mnie
opuściła
samotność
jutrzejszego dnia,
wróciłabym
między długie aleje
wspomnień,
gdzie są nierozłączne
przygnębienie i
smutek,
tak jak ciało
i krew –
między rytuał
znanych postaci,
świadomości,
pod łuki mostów
nad rzekami pośpiechu
nie do zatrzymania.
Nawet gdyby mnie
opuściła
samotność
jutrzejszego dnia,
nie rozkułabym
kajdanów losu –
symbolicznych rozdroży,
gdzie są pozostałe
gołe zbocza
słonecznych lat,
płacz jesieni,
rozpacz zimy
i wiosenna nadzieja;
bo godziny nostalgii
pod soczewką duszy
rysują ogniem popiołu
niezatarte sylwetki
minionego życia.
Piękny jest
mój czas jesieni,
zatrzymany
w spotkaniu
ze sobą,
w doznaniu
delikatnego błysku,
położonego we mnie –
...z dni...
w słuchu zatopione
barwy głosu,
przechowywanych fragmentów
myśli i nadziei,
błogiej zmysłowości,v
...kiedy na mojej
twoja twarz
płonęła...
Piękny jest
mój czas jesieni,
dający się ranić,
samotnie senny –
...w te dni...
rozdarcie podzielny,
cudownie świecący,
natchniony chwilami
pielęgnowanej przeszłości,
dotknięty słowami
głuchych w ciszy milczenia,
odsunięty od świata;
...niańczony...
w objęciach nostalgii,
na godziny mroźnej zimy –
na zapełnioną lukę...
Czy kiedyś?
Daleko
od tych lat –
uspokoję
zwichrzone osiki
swojego życia,
oddana sobie,
załatam boleści,
zadane w kręgu
niezapełnionych historii,
przeżytych we wzlocie
snów do nieba,
w zamieci sprzeczności,
w których zaszłam
między kamieniste ulice
zniecierpliwienia i
zgubiłam kierunki.
Czy kiedyś?
Daleko
od tamtych lat –
zapieczętuję strach
przed wieloma rzeczami,
zrozumiem
tylko ciszę
straconych złudzeń
po drugiej stronie chaosu,
bez obiążenia
w drodze spokoju,
w kamienistym zapomnieniu
obramuję boleści,
każdą z osobna,
nikomu do wglądu –
portret życia,
moich raf...
Cisza mówi za ciebie,
za mnie dźwięki pieśni
Gregorianów,
kiedy myśli się
przelewają,
do umysłowej powodzi
podróży
na drugą stronę
prawdy,
do naszych,
z czasem
zielonymi trawami,
przerośniętych dróg…
Patrzę na
swój ból,
wysublimowany
we wnętrzu;
agonia srebrzy
faliste dotyki
potrzasku przeszłości,
we mnie zwabione,
skąpo wyczuwalne
dla niemej radości –
z przystankami
rzadko nierozłącznymi
od smutku.
To dla mnie
dzień,
którego nie
miałam.
Mam wieczór,
z wielkim
łowiskiem
swoich myśli.
Gdy nie dosięgam dnia
w solčavie błogiej
z cierniowym ostem
w ustach,
spontanicznie uciekam,
między zielone trawy,
od pajęczynowych ścian
nonsensu,
dawno naszkicowanego
w przekonującą
skruchę…
…że niezmierzona
wysokość czasu
przewieje wymyśloną
dolinę słońca
świetlnym pyłem rozdmucha
próbę opresji,
z materialnej duszy wysysa
mroczne zamiecie;
w czarze natury
wygładzi własne
zapytania.
Wszystkie moje
ścieżki
wychodzone,
zakurzone
do ciebie
niezebrane szczęścia
zostają same.
Opuszczone,
na rozdroża
uczuć doprowadzone,
rozsypane zachwyty,
przecedzone przeze mnie –
w samotność
naznaczone…
Pokochasz ją,
powoli,
kiedy powstanie
wiele słów doprowadzonych
do milczenia
i kropka duszy
przybiera kształt
bez snów.
Czekanie
na poranek,
który po nocy
nie rozbłyśnie,
niczym dotyk rzeczy
na zagubionym miejscu;
niepewność
w powijakach uczuć
nowego dnia.
W objęciu wiatru
zostawiłam szept
srebrnej tęsknoty.
Krwawiące dłonie,
nie są już delikatne,
wypiliście delikatność,
zostawcie mi krew.
Dla objęcia wiatru.
Też krople
goryczy.
Moje szerokie ulice,
rozciągnięte
pod doświadczeniami,
nigdy nie skończone
we wzlotach i upadkach,
wyśmiewają się
z zarysami stopni,
widocznie odciśniętych
w nierozdmuchanym
prochu przeznaczenia.
Moje zmęczone usta,
sztywnieją
na falach
morza niepokoju,
którego nigdy
nie przepłynęłam,
przepełniona
nieposkromionym
strachem...
Moje fundamenty życia,
z chłodem wielu cieni
zasłaniają jedno,
teraz drugie oko –
pokrzepione pieczęcią
przemijania,
lancetowate ostrza
w zbyt wolnym
rozmachu.
Przekład: Katarzyna Szproch
Čeprav bi me
zapustila
samota
jutrišnjega dne,
bi se vrnila
med dolge aleje
spominov,
kjer sta neločljivi
tesnoba in
žalost,
kakor telo
in kri –
med ritual
znanih podob,
spoznanj,
pod oboke mostov
nad neustavljivimi
rekami hitenja.
Čeprav bi me
zapustila
samota
jutrišnjega dne,
ne bi razčlenila
verige usode –
simbolnih razpotij,
kjer so ostala
gola pobočja
sončnih poletij,
jok jeseni,
stiska zime
in pomladno upanje;
ker ure nostalgije
pod lečo duše,
rišejo z ognjem pepela
neizbrisne silhuete
minulega življenja.
Lep je
moj jesenski čas,
ustavljen
v srečanju
s seboj,
v zaznanju
mehkobnega sijaja,
položenega vame –
...iz dni...
v sluh potopljene
barve glasu,
shranjenih koščkov
misli in upov,
blažene čutnosti,
...ko je na mojem
tvoj obraz
gorel...
Lep je
moj jesenski čas,
ranljivo krhek,
samotno dremoten -
... v teh dneh...
raztrgano deljiv,
čudežno sijoč,
vdihnjen trenutkov
negovane preteklosti,
dotaknjen besed
gluhih v tišini molka,
odmaknjen stvarstva;
...pestovan ...
v naročju nostalgije,
za ure hladne zime -
za zapolnjeno vrzel...
Bom kdaj?
Daleč
od teh let –
pomirila
viharne trepetlike
svojega življenja,
vdana sebi,
zakrpala bolesti,
zadane v krogu
nezapolnjenih zgodb,
doživetih v poletu
sanj do neba,
v zametu nasprotij,
v katerih sem zašla
med kamnite ulice
neučakanja in
izgubila smeri.
Bom kdaj?
Daleč
od teh let –
zapečatila bojazen
pred mnogimi stvarmi,
razumela
samo tišino
poleglih utvar
onkraj kaosa,
neobremenjeno
v poti spokoja,
v kamnito pozabo
okvirila bolečine,
vsako posebej,
nikomur na vpogled -
življenjski portret,
mojih čeri...
Tišina govori zate,
zame zvoki pesmi
Gregorianov,
ko se misli
prelevijo,
v miselno povodenj
popotovanja
na drugo stran
resnice,
k najinim,
s časom
z zelenimi travami,
preraslih poti...
Gledam
svojo bol,
pretanjeno
v notranjost;
agonija srebri
valovite dotike
pasti preteklosti,
vame primamljene,
skopo občutne
za nemo radost -
s postanki vstran,
redko neločljivimi
od žalosti.
Za mano
je dan,
ki ga nisem
imela.
Imam večer,
z velikim
loviščem
svojih misli.
Ko ne dosežem dan
v solčavi blagi,
s trnovim osatom
v ustih,
spontano ubežim
med zelene trave,
od pajčevinastih zidov
nesmisla,
davno osnulega
v prepričljiva
kesanja ...
... da neizmerljiva
višina časa
preveje namišljeno
dolino sonca,
s svetlobnim prahom razpiha
preizkušnjo stiske,
iz snovne duše izsesa
zamete mračne;
v čaru narave
zgladi lastna
spraševanja.
Vse moje
steze
prehojene,
zaprašene
do tebe,
nepobrane sreče,
ostajajo same...
Opuščene,
v razpotja
čustev speljane,
sesute zanosa,
precejene skozi mene -
v samoto
zaznamovane...
Vzljubiš jo,
počasi,
ko postanejo
mnoge besede
speljane v molk
in pega duše
dobiva podobo
brez sanj.
Čakanje
jutra,
ki po noči
ne zažari,
kot dotik stvari
na izgubljenem mestu;
negotovost
v povojih čustev
za nov dan.
V naročju vetra
sem pustila šepet
srebrnega hrepenenja.
Krvaveče dlani,
niso več nežne,
izpili ste nežnost,
pustite mi kri.
Za naročje vetra.
Tudi kaplje
grenkobe
Moje široke ceste,
razvlečene
pod izkušnjami,
nikoli dokončne
v padcih in dvigih,
se rogajo
z obrisi stopinj,
vidno odtisnjenih
v nerazpihanem usodnem
prahu.
Moja utrujena usta,
drevenijo
na valovih
morja nemira,
ki ga nisem
nikoli preplula,
navzeta
neukrotljivega
strahu…
Moji temelji življenja,
s hladom mnogih senc
zastirajo eno,
zdaj drugo oko –
podkrepljeni s pečatom
minevanja,
suličaste ostrine
v prepočasnem
razmahu.