Mitja Čander: Korespondencja z czasem

Gdzie Ziemia dotyka nieba? Czy spiczasty wierzchołek góry jest przedsionkiem jego nieznanych głębin? Krystalicznie czyste kształty, które zarysowują gwiazdy, błyszczą z końca długiego tunelu, jak przywidzenie. Albo jak obietnica. Trochę niżej, pod stuletnimi choinkami, przycupnęło górskie domostwo. Mocno zrośnięte z królestwem pierwotnej i nieujarzmionej natury, uparcie samotne i niezależne. Życie w alpejskiej dolinie wydaje się bezcelową ucieczką w pustkę, odciętą od wielkiego źródła, żył Natury i jej nieskończonych przemian. Zima nie jest już wstrętnym śniegowym błotem, wiosna nie jest już kulawym zaduchem. Pory roku zabłysną w swoim odwiecznym cyklu, w kiełkowaniu i rośnięciu, w owocach i żniwach. Zimowa zmarzlina nie jest już pustką klęski, ale przerwą, solidnym przygotowaniem do odnowienia kosmicznego prądu. Przyjemnie strudzony wędrowiec dobrze o tym wie. Spojrzenie na skaliste szczyty przekonuje go, że samotne niebo jest niemal na wyciągnięcie ręki.
Obraz nieba nad górskim domostwem jest jednym z podstawowych archetypów ludów alpejskich. Wydaje się, że cała jego emocjonalna siła zagościła w małej bohaterce z końca dziewiętnastego wieku, do dziś niezniszczalnym wynalazku pewnego siebie mieszczaństwa, legendarnej Heidi. Mała królowa górskiej przyrody biega wśród kóz, zbiera przepiękne górskie kwiaty, fika koziołki na pastwiskach, śpi na sianie i obserwuje gwiaździste niebo, które jest tuż nad strzechą skromnej, ale ciepłej chaty jej Dziadka. Heidi niemalże nie posiada ziemskich rodziców: jest dzieckiem nieskalanego górskiego powietrza, łagodnych zwierzątek i rozweselających serce roślin. Małe górskie bóstwo, które wszystkich wokół siebie napełnia słońcem, stopi skorupę chłodu Dziadka – samotnika, zabawia chorą babcię, dotrzymuje towarzystwa samotnemu pastuszkowi Peterowi. I najważniejszy akcent! Swoim brakiem zepsucia, dobrocią i ludzkim ciepłem zjednuje sobie również bogatych mieszczan, którzy we Frankfurcie, sztucznym molochu, zapomnieli już o mocy pierwotnej przyrody. Heidi, ten boski piorunochron, jest prawdziwą cudotwórczynią! Jej moc ma niezawodne logistyczne wsparcie alpejskich medykamentów: powietrza, zieleni, skalnych ścian, mleka (tego zaś szczególnie dużo i na każdym kroku), sera, szumu prastarych drzew i wielu innych efektów scenicznych. Klara, miastowa dziewczynka, do tej pory kaleka, zaczyna chodzić! I to nie gdzie bądź, ale tam, gdzie dla małej cudotwórczyni środowisko naturalne jest pod ręką w najbardziej zagęszczonej formie – na wysokogórskim pastwisku. Heidi jest małą elektrownią ludzkiego ciepła, którym ogrzewa cały świat wokół siebie.
Mit o małej Heidi, opiekunce pewnej alpejskiej Arkadii, zyskał niezliczone kontynuacje i odzwierciedlenia. Zawsze intonowane z pragnienia jakiegoś naturalnego niezepsucia i autentyczności stosunków międzyludzkich, które wewnątrz takiego obrazu świata są tylko jedną z replik niezniszczalnej i działającej cuda górskiej przyrody. A jeśli jej autorka Johanna Spyri widziała swoją małą bohaterkę jako szczęśliwe dziecko alpejskiej idylli, to obraz identycznego zakątka z drugiej połowy dziewiętnastego wieku może być również całkiem inny. Austriacki reżyser Stefan Ruzowitzky w mistrzowskim filmie Spadkobiercy (Dediči) pokazuje rozbieżność między idyllicznym pięknem alpejskiej krainy i ludnością wiejską, którą otaczają ciemne anioły egomanii i nienawiści. Górskie domostwo zdobywa nowe kształty: milczenie między ludźmi nie jest już błogą ciszą, lecz głuchą przepaścią między duszami otoczonymi przez skały. Gospodarz nie jest już dobrodusznym i prawym opiekunem stada, ale tyranem i gwałcicielem. Praca na polu i w chlewie nie jest wzmacniającą gimnastyką, ale męczącą walką z obojętną naturą, walką o przeżycie. Między bogatymi chłopami nie ma solidarności, ale walka o ziemię, walka o siłę i władzę. Króluje tu prawo władzy, ktoś musi rozkazywać i rządzić. Spadkobiercy – parobcy, którzy nieoczekiwanie dziedziczą majątek zamordowanego gospodarza – upadają właśnie dlatego, że nie potrafią zmienić swojej wcześniej równości w niewolnictwie w nową hierarchię wolnych. Po prostu nie wybierają nowego zarządcy. Gospodarze mogą siedzieć za stołem tylko z równymi sobie, zaś z mnóstwem różnorodnych pomysłów nie umieją nic zrobić. Decyzja o likwidacji komunalnej komórki rakotwórczej, która zakłóca wiejską idyllę, jest tylko kwestią czasu. Czyste górskie powietrze pachnie lepką ludzką krwią.

Człowiek z doliny ciągle jeszcze kieruje marzycielsko wzrok ku szczytom, które wyczuwa za chmurą mgły miejskich konglomeratów. Ciągle jeszcze słodko śni, że kiedyś opuści tę betonową dżunglę i pójdzie w góry Heidi, będzie hodował kozy, wytwarzał naturalne mleko i ser, przekopywał skromne poletko, rozpalał ogień w starym dobrym piecu, obrabiał drewno. Że całkiem zatraci się w uroku górskiej przyrody – tej prawdziwej, nieokiełznanej – także w długie, zimowe wieczory, kiedy akurat nie będzie się grzał przy piecu i bratał z przyjaznymi góralami. I tak supernowoczesny człowiek śni o swojej piękniejszej, niemal faktycznie możliwej egzystencji. Pustka samotności w czterech ścianach ula wieżowca, pustka spojrzeń ludzi błąkających się po ulicach, ściana milczenia, która zasłania twarze bliskich, codzienne automatyczne gesty, które nie niosą żadnej informacji – wszystko to zginie. Lub wypłynie na powierzchnię w nowej formie, pełnej świeżych soków życiowych. Samotność stanie się uświęconym spotkaniem z samym sobą. A jednocześnie obietnicą radosnego spotkania z innymi, z których opadnie welon obcości. Codzienne, zawsze te same obowiązki zyskają wyższy sens, staną się częścią wielkiego rytuału Przyrody i jej praw odnawiających życie. Za chwilę zniknie telewizor, puste ściany nabiorą blasku pradawnej puszczy, z mikrofalówki przypełznie ciepło stałego ognia, skądś zapachnie sianem, przez okno da się ujrzeć ogromne świerki, hałas silników samochodowych ucichnie, w lewitującej kapsule pokoju zawisną tylko szum wiatru, stukanie gałęzi i beczenie kóz.
Alpejski obywatel z całym entuzjazmem wyobraźni odkrył alpejską ikonografię dlatego, że w górskich masywach mógł pomyślnie osadzić własną mentalność. Góry odwzajemniły jego uczucie: odesłały mu jego lustrzane odbicie – i to w lepszej, doprowadzonej do ideału formie. Jego introwertyczność, pogrążenie w sobie, wytrwałość; wszystko to zyskało błyszczącą aureolę. Niebezpieczeństwo, że w samotności, na zimnie, w zaczepności i drobiazgowości podskórne właściwości alpejskiego człowieka nabiorą wyraźnego kształtu, zostało zażegnane. Urzeczywistniły się one jak gloria, podniosła pieśń sama dla siebie. Góra jak zawsze oczyści i wzmocni duszę i ciało, zdejmie z nich brud grzechów i doda nowych sił. Heidi także zawsze tęskniła za tym, aby wspiąć się na najwyższe szczyty, gdzie gnieżdżą się tylko samotne i szlachetne drapieżniki.

Sztuka często reaguje na te aktualne dyskursy, które odbiera jako mitomański klej całości. Satyra alpejskiego życia względnie jego pozłacanej ikonografii jako gatunek z długą tradycją – w ostatnim czasie stawia przede wszystkim na warstwę poznawczą, na spór między regionalizmem a globalizmem. Regionalizm – pewnego rodzaju rdzenna alpejska dusza – w końcu XX wieku znajdzie się w imadle globalnych ruchów. Satyryczny dyskurs podejmuje problem pochodu globalizacji i przede wszystkim pragmatycznego jej oddźwięku wśród tubylców. Dylemat jako tezę pokazuje w czarnej komedii Peep show szwajcarski dramaturg Marcus Kobeli. Protagonistów dramatu, rodzinę Holzerów, budzi z letargu pomysł, żeby turystom, zatrzymującym się przy ich domostwie w celu oddania moczu, umożliwić podglądanie prawdziwego alpejskiego życia. I oczywiście za to kasować. A cóż według ogólnego wyobrażenia lepiej inscenizowałoby prawdziwe górskie życie niż, po pierwsze ordynarna wiejska sztuka, i po drugie - któż inny! – Heidi. Praca wre, prowizje, kostiumy, nagrania, autobusy – jeden po drugim. Dopóki protagonistom, groteskowo śmiesznym naturszczykom, którzy grają samych siebie w pewnego rodzaju idyllicznym przebraniu, nie puszczą nerwy. Opuszczają domostwo, do końca pogodzeni z tym, że ich górska tożsamość, względnie jej pozór, przepadł. Przemysł turystyczny oczywiście będzie trwał dalej. Od teraz role Dziadka, Heidi, Petra, Klary i innych bohaterów będą grać ulokowani na wsi azylanci. Przecież i tak nie ma znaczenia, jaka gra pozorów odbywa się w kiczowatej chłopskiej izbie. Ważne jest, aby otaczał ją słodkawy i nieniepokojący blask.
Globalizacja to centralny, społecznie relewantny konflikt także w filmowej parodii Nikiego Lista. Również i tym razem światowy trend konkretyzuje się w turystyce, względnie w jej nieprzewidywalnych możliwościach rozwoju. Bohater alpejski jest nieprawdopodobnie odegraną historią, która wirtuozyjnie koresponduje ze wyobrażeniami o życiu w górskiej wsi. Jak każda bajka ma zarówno dobrych, jak i złych bohaterów. Po stronie zła stoi burmistrz, można by rzec lokalny ojciec chrzestny. Jego złym zamiarem jest przekształcenie wsi w turystyczny raj. Gdzie na każdym kroku będzie się kasować, dolary, jeny, euro, cokolwiek. Jednak burmistrz jest zaskakująco dalekowzrocznie i niezacofanie ambitnym gościem. Nie będzie sprzedawał tylko alpejskiego powietrza czy nęcących widoków i najróżniejszych górskich złudzeń.
Ukierunkuje się mianowicie także na seks turystykę i śmiało stanie do boju z tajską konkurencją. Jego antagonista, Maks Adler – Orzeł, to bohater z zupełnie innej bajki. Po licznych podróżach po całym świecie wrócił do rodzinnej wsi, żeby chronić ją przed wyrachowanymi złymi zamiarami. Jego projekt jest tak naprawdę ekologiczny. Alpejska wioska ma pozostać oazą nienaruszonej przyrody, zaś jej mieszkańcy, skądkolwiek pochodzą, mają wieść spokojne i radosne życie. Adler jest tym, który stworzy pewien rodzaj komuny, w której seks, narkotyki i czyste, górskie powietrze tworzą harmonię. Obok walki wizjonerskiej toczy się oczywiście i bezwzględny bój o lokalną, młodą niewiastę Heidi. Heidi oczywiście na końcu wychodzi za Maksa, z nim wędruje po niezbezczeszczonych pastwiskach i przepełza przez skalne zwisy. I jeśli alpejskiemu bohaterowi uda się mini ekologiczny projekt, to razem z młodą kobietą będą tymi, którzy dziwakom z wszystkich krajów sprzedawać będą najbardziej biologicznie nieskazitelną marihuanę, eko-prycze pod słomianym sklepieniem i wszystkie inne autochtoniczne, człowiekowi i naturze przyjazne dobra.
Jeśli Johannę Spiry film Spadkobiercy określił jako tanią mitomankę mieszczańskiego XIX wieku, to Kobeli i List porządnie wstrząsnęli współczesnymi im »alpejczykami«. Starali się przy tym być maksymalnie aktualnymi. W dramacie i w filmie podejmują problem globalizacji jako potopu ogólnie dostępnych mentalnych alibi. Regionalizm – pewnego rodzaju wyłącznie alpejski sposób życia – figuruje jeszcze tylko jako produkt handlowy. Satyra może w zapale – poprzez który próbuje artykułować problem, chwilowo zajmujący opinię publiczną – być na pierwszy rzut oka bardzo dokładna w rozpoznawaniu symptomów swojego czasu. W związku z tym pojawia się temat, który chwilowo dzieli opinię publiczną na dwa obozy; co stanowi główną sprężynę całej historii. Przemysł turystyczny stanie się pewnego rodzaju ucieleśnieniem ducha globalizacji, punktem, wokół którego kręcą się wszystkie te naprawdę ważne wydarzenia, bohaterowie porażeni są wizją przyszłości bądź jak nadzieją, bądź też jak śmiertelną groźbą. Ich głosy to punkty widzenia z wrzącej rozprawy publicznej. Globalizacja jest w wymienionych satyrach czymś, wobec czego widz musi najpierw stanąć twarzą w twarz i sam siebie zapytać o swój stosunek do wszechobecnego zjawiska. Publiczna rozprawa, konfrontacja opinii wokół konsensualnie przyjętego tematu, zostaje potwierdzona i umocniona. Mowa sztuki w przypadku Kobeliego i Lista włącza się do relewantnej debaty intelektualnej, zaś poprzez swoją funkcję komunikacyjną działa jako jej dobrze rozpoznawalna część. A rozprawa intelektualna poprzez to, że odkrywa fałszywe maski aktorów teraźniejszości, zawsze ozdabiana jest też futurologią. Jeśli oczywiście pragnie być konstruktywna i odpowiadać na pytania, które nękają samodefiniującą się społeczność jakiejś lokalnej wspólnoty. To zawsze powoduje lęk przed nieznanym, lęk o przyszłość tego terytorium, które całkiem dziewicze czeka w meandrach niebytu i wkrótce przesunie się w stronę namacalnego życia. Aby przewidywanie przyszłości nie było tylko dziwactwem, ale prawomocnym ejakulatem umysłu, musi się skupić wokół pewnego pojęcia, które ucieleśnia dokładnie ten projekt społeczny, który Los zgotował nieznanej przyszłości. Teraźniejszość i przyszłość zarysowują krąg, w którym może się rozegrać krytyczna rozprawa społeczna. Zasady są jasne, wiadome jest, kiedy jest jakie stanowisko, ultraczerwone czy skrajnie konserwatywne, kiedy jest częścią ustanowionej polemiki, a kiedy nie. Kiedy np. krytyka lub akceptacja są częściami społecznej rzeczywistości, a kiedy stają z drugiej strony pojęć, które tę rzeczywistość tworzą.
Sztuka jako dominujące pojęcie debaty intelektualnej oczywiście zawsze odnosi się do konkretnego życia, do płaszczyzny uczuć. Turystyka jest bardzo popularnym synonimem globalizacji; temat ten podejmuje także Houellebecq w powieści Platforma. Obca kultura jest tutaj wyłącznie egzotyczną dekoracją, która ma pobudzić całkiem już zamarłe fizyczne pożądanie – niezmierzony potencjał handlowy. Houellebecq jednak w odróżnieniu od alpejskich satyryków zajmuje się również, jeśli nie nawet przede wszystkim, historią intymną. Debata intelektualna – i sympatyzująca z nią sztuka – zawsze rozważa ogólne warunki życia, jakieś obiektywnie dane krawędzie, na które natyka się każdy człowiek. Do tego dąży jej punkt ciężkości. Społecznie zaangażowana sztuka to sztuka, na którą powołujemy się w komentarzach społecznej rzeczywistości, nie mając przy tym wyrzutów sumienia. Jej tezy o dzisiejszym społeczeństwie są mocne i krystalicznie czyste. Tak naprawdę one tylko czekają na krytycznych intelektualistów, aby ci uznali je za mądrości. Być może popłynie jakaś łza przy nowym potwierdzeniu ostrego rozumu w irracjonalnym artystycznym działaniu.

Przekład: Agata Rutkowska i Karolina Jaskuła

Mitja Čander: Dopisovanje s časom

Kje se Zemlja dotika neba? Je špičasti vrh gore preddverje v njegovo neznano globino? Kristalno jasni liki, ki jih zarisujejo zvezde, se bleščijo s konca dolgega predora, kot privid. Ali kot obljuba. Nekoliko spodaj, med stoletnimi jelkami, ždi gorska domačija. Trdno zrasla s kraljestvom prvobitne in neokornjene narave, kljubujoče samotna in samozadostna. Življenje v alpski dolini se zazdi nesmiselno beganje v prazno, odrezano od velikega izvora, ožilja Narave in njenih neskončnih premen. Zima ni več ostudna snežna brozga, poletje ni več hromeči sopuh. Letni časi zablestijo v svojem večnem krogotoku, v klitju in rasti, v sadu in žetvi. Zimska zamrznjenost ni več praznota poraza, temveč premor, trdno zagotovilo obnovitve kozmičnega toka. Prijetno utrujeni popotnik to dobro ve. Pogled proti skalnatim vrhovom ga prepričuje, da je samotno nebo skorajda na dosegu roke.
Podoba neba nad gorsko domačijo je eden temeljnih arhetipov alpskih ljudstev. Zdi se, da se je vsa njena emocionalna silovitost zgostila v mali junakinji s konca devetnajstega stoletja, do danes neuničljivem izumu samozavestnega meščanstva, legendarni Heidi. Mala kraljica gorske narave brzi med kozami, nabira prelestno gorsko cvetje, se prekopicuje po pašnikih, spi na senu in opazuje zvezdno nebo, ki je tik nad streho skromne, a tople koče njenega Deda. Heidi skorajda nima zemeljskih staršev: je otrok brezmadežnega gorskega zraka, krotkih živalic in srce razveseljujočih rastlin. Malo gorsko božanstvo, ki vse okrog sebe napolnjuje s soncem, stopi oklep hladu samotarskega Deda, kratkočasi bolno babico, dela družbo samotnemu pastirju Petru. In odločilni poudarek! S svojo nepokvarjenostjo, blagostjo in človeško toplino prevzame tudi bogate meščane, ki so sredi Frankfurta, umetnega kolosa, že pozabili na moč prvinske Narave. Heidi, ta božanski strelovod, je prava čudodelka! Njena moč ima zanesljivo logistično podporo alpskih medikamentov: zraka, zelenila, skalnatih sten, mleka (tega še posebaj veliko in na vsakem koraku), sira, šumenja prastarih dreves in mnogih drugih scenskih efektov. Dotlej hroma mestna deklica Klara shodi! In to ne kjerkoli, marveč tam, kjer so mali čudodelnici naravne okoliščine pri roki v najbolj zgoščeni obliki – na visokogorskem pašniku. Heidi je mala elektrarna človeške topline, s katero prežarči ves svet okrog sebe.
Mit o mali Heidi, zavetnici nekakšne alpske Arkadije, je dobil nešteto izpeljank in odsevov. Vselej intoniranih z željo po nekakšni naravni nepokvarjenosti in pristnosti medčloveških odnosov, ki so znotraj takšne slike sveta zgolj ena od replik neuničljive in čudotvorne gorske narave. A če je njena avtorica Johanna Spyri videla svojo malo heroino kot srečnega otroka alpske idile, potem je slika istega zakotja iz druge polovice devetnajstega stoletja lahko tudi docela drugačna. Avstrijski režiser Stefan Ruzowitzky nam v filmski mojstrovini Dediči pokaže razkorak med idilično lepoto alpske pokrajine in vaškimi ljudmi, ki jih obkrožajo temni angeli egomanije in sovraštva. Gorska domačija dobi nove obrise: molk med ljudmi ni več blaga tišina, ampak gluhi prepad med s skalami obdanimi dušami. Gospodar ni več blagohotni in pravični zavetnik črede, ampak tiran in posiljevalec. Delo na polju in v hlevu ni krepčilna gimanstika, ampak mučna borba z ravnodušno naravo, boj za preživetje. Med gruntarji ni solidarnosti, ampak boj za zemljo, boj za moč in oblast. Tod kraljuje zakon prevlade, nekdo mora poveljevati in zapovedovati. Dediči – hlapci, ki nepričakovano podedujejo posestvo umorjenega gospodarja - propadejo prav zato, ker ne znajo svoje poprejšnje enakosti v suženjstvu spremeniti v novo hierarhijo svobodnih. Preprosto ne vzpostavijo novega gruntarja. Gospodarji lahko sedejo za mizo samo s sebi enakim, s skupino mnogoterih vzgibov nimajo kaj početi. Odločitev za likvidacijo karcinogene tvorbe, nekakšne komune, ki vznemirja vaško idilo, je le še stvar časa. Čisti gorski zrak zadiši po lepljivi človeški krvi.

Dolinski človek še vedno zasanjano obrača oči k vršacom, ki jih sluti za megleno kopreno mestnih konglomeratov. Še vedno sanja sladko sanjo, da bo nekoč zapustil to betonsko džunglo in odšel na Heidino Planino, gojil koze, prideloval naravno mleko in sir, prekopaval skromno njivo, kuril ogenj v dobri stari peči, obdeloval les. Da se bo v celoti predal milinam gorske narave – tiste prave, neokrnjene – ter se v dolgih zimskih večerih, ko se ravno ne bo grel na peči, bratil s prijaznimi hribovci. In tako supermoderni človek sanja lepšo, skorajda že resnično možnost svoje eksistence. Votlost samote med štirimi stenami stolpničnega panja, praznota pogledov uličnih zablodelcev, stena molka, ki zakriva obraze bližnjih, vsakodnevne avtomatizirane geste, ki ne sporočajo ničesar – vse to bo izginilo. Oziroma priplavalo na površje v novi, živega soka polni obliki. Samota bo postala posvečeno srečanje s samim seboj. Ter hkrati obet radostnega srečanja z drugimi, s katerih bo padel pajčolan tujstva. Vvsakodnevna, vedno ista opravila bodo dobila svoj višji smisel, postala bodo del velikega rituala Narave in njenih življenje obnavaljajočih zakonov. Za hip izgine televizor, puste stene dobijo lesk starodavnega lesa, od mikrovalovke se priplazi toplina stanovitnega ognja, od nekod zadiši po senu, skozi okensko lino se vidijo ogromne smreke, hrum avtomobilskih motorjev potihne, le še šum vetra, potrkavanje vej in daljnji kozji meket obvisijo v lebdeči kapsuli prostora.
Alpski meščan je z vsem zanosom domišljije izumil alpsko ikonografijo zato, ker je mogel v gorske masive uspešno naseliti lastno mentaliteto. Gora mu je naklonjenost vrnila: odposlala mu je njegovo zrcalno podobo – in to v olepšani, do ideala speljani obliki. Njegova introvertiranost, zavrtanost vase, vztrajnost; vse to je dobilo bleščečo avreolo. Nevarnost, da bi se podkožne lastnosti alpskega človeka utelesile v osamljenosti, hladu, zadrtosti in drobnjakarstvu, je odpravljena. Udejanjile so se kot glorija, visoka pesem samemu sebi. Gora bo kot vselej prečistila in okrepila duha in telo, jima odvzela navlako grehov in dolila novih moči. Tudi Heidi je vedno hrepenela splezati na najvišje vrhove, koder gnezdijo le osamljene in plemenite ujede.

Umetnost pogosto reagira na tiste aktualne diskurze, ki jih prepoznava kot mitomansko lepilo skupnosti. Satira alpskega življenja oziroma njegove pozlačene ikonografije – žanr z dolgo tradicijo – tako v zadnjem času stavi na več kot prepoznavno karto, na spor med lokalnim in globalnim. Lokalnost – nekakšna izvorna alpska duša – se ob koncu dvajsetega stoletja znajde v primežu globalnih premikov. Satirična govorica problematizira pohod globalizacije in predvsem pragmatični odziv domorodcev. Dilemo skorajda tezno razgrne v črni komediji Peep show švicarski dramatik Marcus Köbeli. Protagoniste drame, družino Holzerjevih, vzdrami iz letargije ideja, da bi turistom, ki se zaradi odtakanja urina ustavljajo ob njihovi domačiji, omogočili vojerski vpogled v pristno alpsko življenje. In ga seveda zaračunali. In kaj bi naj po splošni predstavi bolje uprizarjalo pristno hribovsko življenje kot sprva obskurna vaška igra in nato – kdo drug! – Heidi. Posel steče, provizije, kostumi, posnetki, avtobusi se vrstijo. Dokler protagonistom, groteskno šemastim naturščikom, ki bi naj igrali sami sebe v neki idilični preobleki, ne popustijo živci. Zapustijo domačijo, dokončno sprijaznjeni s tem, da je njihova hribovska identiteta oziroma njen privid propadla. Turistična industrija bo seveda mlela naprej. Odslej bodo vloge Deda, Heidi, Petra, Klare in drugih junakov igrali na vasi nastanjeni azilanti, saj je itak vseeno, kot je bilo že dotlej, kakšen privid se odigrava v kičasti kmečki izbi. Važno je le, da ga obkroža sladkoben in nevznemirjujoč obstret.
Globalizacija predstavlja osrednji družbeno relevantni zaplet tudi v odštekani filmski parodiji Nikija Lista. Tudi tokrat je svetovni trend konkretiziran v turizmu oziroma njegovih neslutenih razvojnih možnostih. Alpski junak je neverjetno razigrana pravljica, ki se virtuozno poigrava s predstvami o življenju v hribovski vasi. Kot vsaka pravljica ima tudi ta na eni strani dobre in na drugi zle junake. Na strani zla je župan, lahko bi rekli pravcati lokalni boter. Njegova nakana je preobrazba vasi v turistični paradiž. Koder se bo na vsakem koraku kasiralo, dolarje, jene, evre ali karkoli že. Toda župan je presenetljivo daljnoviden in nenazadnje ambiciozen možak. Ne bo prodajal le alpskega zraka, mamljivih razgledov in najrazličnejših gorskih prividov. Usmeril se bo tudi k seks turizmu in se pogumno spustil v boj s tajsko konkurenco. Njegov antagonist, Maks Adler – ali Orel, če hočete – je, kot se spodobi, junak iz povsem drugačnega testa. Po številnih popotovanjih širom sveta se je vrnil v rodno vasico, da bi jo zaščitil pred pridobitniško zalego. Njegov projekt je pravzaprav ekološki. Alpska vasica naj ostane oaza neokrnjene narave, njeni prebivalci, odkoderkoli že prihajajo, naj živijo sproščeno in veselja polno življenje. Adler je tisti, ki bo ustvaril nekakšno komuno, koder bodo seks, droge in čisti gorski zrak tvorili eno samo harmonijo. Ob vizionarskem spopadu poteka kajpada tudi neusmiljen boj za mlado nevesto, lokalno Heidi. Heidi je seveda ob koncu Maksova, z njim bo rajžala po neoskrunjenih pašnikih in se plazila čez skalnate previse. In če se alpskemu junaku miniekološki projekt posreči, bosta prav onadva z mlado ženo tista, ki bosta frikom vseh dežel prodajala najbolj biološko neoporečno marihuano, ekopograde pod slamnatim svodom in vse druge avtohtone, človeku in naravi prijazne dobrine.
Če je Johanna Spiry za nazaj s filmom Dediči denuncirana kot cenena mitomanka meščanskega devetnajstega stoletja, potem sta svoje alpske sodobnike pošteno ošvrknila Köbeli in List. Pri tem sta skušala biti maksimalno aktualna. V drami in filmu problematizirata globalizacijo kot poplavo vsakomur dosegljivih mentalnih alibijev. Lokalnost – nekakšen izvorni alpski melos – figurira le še kot tržni artikel. Satira utegne biti v vnemi, s katero skuša artikulirati problem, ki zaposluje trenutno javnost, na prvi pogled zelo natančna v prepoznavanju simptomov svojega časa. Ob tem postane tema, ki razdeljuje trenutno javnost na dva tabora, temeljna vzmet celotne zgodbe. Turistična industrija postane kot nekakšno utelešenje duha globalizacije točka, okrog katere se vrti vse zares pomembno dogajanje, junaki so prestreljeni z vizijo prihodnosti, bodisi kot obetom, bodisi kot smrtonosno grožnjo. Njihovi glasovi so stališča iz plameneče javne razprave. Globalizacija je v omenjenih satirah nekaj, s čimer se mora gledalec najprej soočiti ter se preizprašati o lastnem odnosu do vseobsegajočega pojava. Javna razprava, soočanje mnenj okrog konsenzualno sprejete teme, je potrjena in okrepljena. Govorica umetnosti se v Köbelijevem in Listovem primeru vključuje v relevantno intelektualno debato, s svojo sporočilnostjo funkcionira kot njen jasno prepoznavni del. Intelektualna razprava pa je ob tem, da razkriva lažne maske igralcev sedanjosti, vselej tudi ozaljšana s futurologijo. Če seveda želi biti konstruktivna in odgovarjati na vprašanja, ki tarejo samodefinirano občestvo neke lokalne skupnosti. To vselej skrbi neznano, prihodnost, tisto ozemlje, ki povsem deviško ždi v meandrih nebivanja in se bo kmalu premaknilo v otipljivo življenje. Da bi bilo napovedovanje prihodnosti ne le čudaštvo, ampak legitimni ejakulat uma, se mora zgostiti okrog nekega pojma, ki uteleša točno tisti družbeni projekt, ki ga je Usoda nakuhala za neznano prihodnost. Sedanjost in prihodnost zarisujeta krog, v katerem se more odigrati kritična družbena razprava. Pravila so jasna, ve se, kdaj je neko stališče, pa naj bo ultrardeče ali skrajno konzervativno, del etablirane polemike in kdaj ne. Kdaj je, pa naj bo kritika ali potrditev, del družbene resničnosti in kdaj onkraj pojmov, ki jo vzpostavljajo.
Umetnost dominantni pojem intelektualne debate seveda vselej preseli v konkretno življenje, na območje čutnega. Turizem je očitno zelo popularen sinonim za globalizacijo, nenazadnje ga tematizira tudi Houellebecq v romanu Platforma. Tuja kultura je tukaj le eksotični dekor, ki naj drami že povsem omrtvičeno spolno slo, neizmerni potencial finančnih trgov. A Houellebecq se za razliko od alpskih satirikov ukvarja tudi, če ne celo predvsem z intimno zgodbo. Intelektualna debata – in z njo spogledujoča se umetnost – vselej razpreda o občih pogojih bivanja, o nekakšnih objektivno danih robovih, ob katere se zadeva slehernik. Sem meri njen fokus. Družbeno angažirana umetnost: umetnost, na katero se lahko v komentarjih družbene resničnosti sklicujemo, ne da bi pri tem imeli za vratom občutek slabe vesti. Njene teze o aktualni družbi so namreč trdne in kristalno jasne. Pravzaprav komaj čakajo na kritične intelektualce, da jih pripoznajo kot modrosti. Ter morebiti potočijo kako solzo ob novi potrdtitvi ostrega razuma v iracionalnem umetniškem dejanju.