Czy gorącokrwisty primorski karczmarz Alen ma tylko przywidzenie, czy naprawdę ma brata bliźniaka?
Jako że rodzice nie chcieli robić różnic pomiędzy dziećmi, dali im jednakowe imię: Alen i Alen. Kiedy wzięli rozwód, każdy zabrał swojego Alena: mama wyjechała z nim do Niemiec, a ojciec został w domu. Wychował syna jako przedsiębiorczego karczmarza, który energicznie przejął domową karczmę i gospodarstwo. W tym czasie jego bliźniak za granicą czekał i marzył.
Ale później… Jedno ogłoszenie stawia wszystko na głowie.
Czy jeden, czy dwa? to komedia o człowieku, który w charakterystyczny sposób przechodzi kryzys tożsamości. Główny bohater niespodziewanie staje oko w oko nie tylko ze swoim cieniem, ale też z faktem, że tak naprawdę jest tym drugim, a nie samym sobą. Na tej absurdalnej karuzeli kręci się dwóch bliźniaków Alen i Alen, pracoholik i leniuch, gwałtownik i marzyciel. Raz w nienawidzącej zazdrości się sobie przeciwstawiają, a raz łączą w jedno.
Oboje szukają, gubią się, są ograbieni i osamotnieni.
Wieczne dzieci, tęskniące do objęć brata.
Tłum.: Ewa Ziewiec
Ali ima vročekrven primorski oštir Alen samo privid ali v resnici brata dvojčka?
Ker starša med otrokoma nista hotela delati razlik, sta jima dala enako ime: Alen in Alen.
Ko sta se ločila, je vsak vzel svojega Alena: mama je z njim odšla v Nemčijo, oče pa je ostal doma. Sina je vzgojil v podjetnega gostilničarja, ki je energično prevzel domačo gostilno in kmetijo. Medtem je njegov dvojček v tujini raje čakal in sanjal.
Potem pa… En sam oglas vse postavi na glavo.
Al' en al' dva? je veseloigra o človeku, ki na svojstven način doživlja krizo identitete.
Glavni junak je nenadoma soočen ne le s svojo senco, marveč z dejstvom, da je pravzaprav oni drugi in ne on sam. Na tem absurdnem vrtiljaku se vrtita dvojčka Alen in Alen, deloholik in lenuh, vzkipljivec in sanjalec. Zdaj sta v sovražnem ljubosumju sprta, zdaj združena v eno. Oba iskalca, zgubljenca, oropanca in osamljenca.
Večna otroka, hrepeneča po bratovskem objemu.
Zarówno tekst dramatu, jak i reżyseria, są skomponowane w taki sposób, że całą historię można odczytać również jak metaforę kryzysu tożsamości, kiedy człowiek, który jakoś dobrnął do półwiecza swojego życia, pyta, kim tak naprawdę jest, co w życiu zrobił, co stracił i co mu zostało. Ten wymiar bardzo zgrabnie ujęła Pavček, zaś pod względem reżyserii i gry aktorskiej rozwinął Aleš Valič.
Valič całą historię komedii - w której nie brak cierpkości, jako że wieje z niej osamotnieniem i silną potrzebą odzyskania zgubionego ciepłego dzieciństwa - odgrywa jednym tchem: bez muzyki, z jedną butelką, jedną tylko szklanką, jedną ścierką kuchenną i na dwóch stołkach barowych. Sprawnie przechodzi z roli jednego Alena do roli drugiego, nie powodując przy tym niejasności, a przejścia te są tak zręcznie dokonane, że widz ledwo je zauważa.
Soczysty i żywy tekst, pełen zabawnych żartów i śmiesznych historii o gościach, ich żądaniach, przyzwyczajeniach i słabościach, a również o małych trikach, przy pomocy których karczmarze zaokrąglają sobie zarobek. Przed widzami staje cała galeria twarzy i typów, z których się z serca naśmiewamy, a które w interpretacji Aleša Valiča ożywają w tysiącu odcieni.
Aleš Valič komedię Czy jeden, czy dwa? odegrał swobodnie i lekko, zaś pod względem językowym znakomicie również według najsroższych znawców słoweńskich dialektów, co też przyniosło mu zasłużone nagrody. (...)
Tłum.: Ewa Ziewiec
Besedilo in tudi režija sta grajena tako, da je celotno pripoved mogoče razumeti tudi kot metaforo za krizo identitete, ko se človek, ki se nekako prerine do polovice stoletja svojega življenja, sprašuje, kdo pravzaprav je, kaj je v tem življenju naredil, kaj izgubil in kaj mu ostane. To razsežnost je zelo spretno in tenkočutno dramsko oblikovala Pavčkova, režijsko in igralsko pa razvil Aleš Valič.
Valič celotno komedijsko zgodbo, ki ni brez trpkosti, saj skoznjo veje osamljenost in silna potreba po izgubljenem toplem otroštvu, odigra tako rekoč v eni sapi: brez glasbe, z eno steklenico, enim samim kozarcem in kuhinjsko krpo ter na dveh barskih stolčkih. Spretno prehaja iz vloge enega Alena v vlogo drugega, ne da bi bila pri tem zamegljena jasnost, a so prehodi tako fini, da jih gledalec komaj zaznava.
Sočen in iskriv tekst, poln duhovitih domislic in smešnih zgodbic o gostih, njihovih zahtevah, razvadah in slabostih, a tudi o malih 'oštirskih' trikih, s katerimi si gostilničarji pri svojem delu zaokrožajo zaslužek. Pred gledalci se tako zvrsti cela galerija obrazov in tipov, ob katerih se iz srca nasmeje in ki v interpretaciji Aleša Valiča zaživi polnokrvno in v tisoč odtenkih.
Aleš Valič je komedijo Al' en al' dva? odigral sproščeno in lahkotno, jezikovno suvereno tudi za najstrožje poznavalce domačih narečij in bil temu ustrezno tudi nagrajen. (...)
ALEN 1 (karczmarz):
Dla mnie najważniejszy jest gość! Główną rzeczą w życiu jest dla mnie gość. Od razu, kiedy widzę jakiegoś, który przychodzi do mojej wiejskiej karczmy Alen - to stąd, że ja mam na imię Alen... - cieszy mnie poznawanie, budzi się we mnie ta ciekawość, co to jest za człowiek?!
Mogę powiedzieć, że na sto procent zawsze już wcześniej wiem, kto jest kim, jaki jest, co będzie chciał jeść i pić. Dlatego, jeśli chodzi o jedzenie, to bardzo sobie cenię... jakby to powiedzieć, "psychologię jedzenia"! I jeśli któryś nie je, powiedzmy, wieprzowiny, szynki i takich smakołyków, to wiem, że ma taką blokadę, że może nie chciałby zjeść samego siebie... No wiem, to prymitywne, wyszedłem na świnię, ale nie, właściwie to nie - bo świnia to najinteligentniejsze zwierzę. I co, dalej wygląda, że jestem głupi? A?! No dobra, dobra. Tylko, żebym nie wyglądał jak świnia. Bo mi bardzo zależy na fajnym wyglądzie. Szykuję się, pewnie. Czyż nie jestem słodki?
Pięknie. Później, jak przyjdzie jakaś taka, tylko skóra i kości, sami wiecie, bo teraz wszystkie dziewczyny muszą być płaskie jak ten bar, to już wiem, że nie będzie nic jadła, że na przystawkę zamówi pół szklanki wody, a później na danie główne wypije to, co zostało z tej pół szklanki, no a żebym za dużo nie stracił, bo finansowo to dla niej klasa, a ja nic z tego nie mam, to jej mówię:
"Ślicznotko, zróbmy tak, żeby nam obojgu pasowało, patrz: zjedz tylko trochę, żebyś nie przytyła w tej swojej urodzie, a ja, żebym nie musiał zapisać na czerwono: kasa - zero." Zawsze się dogadamy. Tylko czasem później kobieta zje pół kluski, a ja muszę liczyć pełną cenę, to jest mi ciężko, no co?, kluska to kluska, co nie?
Tak, z prawdziwego, ekologicznego ziemniaka, bo u nas wszystko jest ekologiczne, jeszcze można nawet zrobić dekorację! Ja zawsze serwuję z pieczenią wieprzową kilka świńskich szczecin dla informacji, że nie depiluję świniaków, jak tamci przemysłowcy, o nie! U nas to przyroda dyktuje piękno! Aha, toaleta też jest ekologiczna. Tu jest damska - za stodołą, a męska za lipą. Bo lipa jest naszym symbolem i trzeba ją podlewać, dawać jej eliksir! Ja cenię sobie tradycję, symbole narodowe: lipa, wino, takie rzeczy... [Deklamuje hymn Słowenii:] Przyjaciele, znów krzewy winne nam obrodziły, słodkie to wino... No nie, nie ma święta państwowego, chciałem tylko wznieść toast. Zdrowie. Wino Alen! Sam je wyciskałem! Mocne, dobre wino! Mocne! Ma zapach oliwek i też trochę zapachu potu osła. Mmm, ach, wspaniałe... [c. d. hymnu:] ...słodkie to wino, które żyły nam ożywia... Widzicie, że ze mnie to jest też kawał patriotycznego deklamatora, hę? Mój ojciec też był patriotą, miał tę karczmę i też bardzo dużo dla niego znaczył patriotyzm, lipa, wino... i dlatego też utrzymywał ten reżim z toaletą. Wszystko się powtarza, całe życie to krąg, jeden cały krąg, a ja się czuję, że tak szczerze powiem, gdzieś tak w połowie kręgu, tak... jak pół księżyca; tak, jakby mi czegoś brakowało, jakby połowy mnie nie było. Rozumiecie?! Jedna moja przyjaciółka powiedziała, ona jest tym... psychologiem czy psychiatrą, często tu przychodzi, bardzo jej smakuje moja sola! Ładna jest, taka zgrabna. Aha, mamy też piersi z kurczaka w polewie domowej, możecie zamówić. A właśnie, co powiedziała ta doktorka od psychiki:
DR PSYCHIKA: Jeśli nie czuje się pan, jakby był pan całością, to najprawdopodobniej chodzi o emocjonalny brak z dzieciństwa - nieobecność matki. Rodzina z jednym rodzicem najwyraźniej indoktrynowała pana osobowość.
Nie jestem tego do końca pewien, ale to święta prawda, że nigdy nie poznałem swojej mamy, ale nie jest mi ciężko... przecież jest pełno innych kobiet na świecie, czy nie? Ale kiedy byłem mały, pytałem ojca, dlaczego wszyscy mają mamy a ja nie? Dlaczego właśnie ja muszę być jak ten kurczak chowany pod żarówką?! Zawsze milczał jak duszona ryba. Ale raz, pamiętam, jak mu się wyrwało:
OJCIEC: Dla mnie już jej nie ma. Rozwiedliśmy się, wszystko podzieliliśmy na pół. Każdy zabrał połowę. Nie robiliśmy różnic!
ALEN 1: Rozumiecie?! Ja nigdy nie zrozumiałem, co na pół, jakich różnic? Nie chciałem drążyć, bo on, jeśli go za dużo pytałem o mamę, często się wściekał, ciężko mu było. No, ale co, nie było mi źle, trzeba zawsze patrzeć pozytywnie. Co jesteście tak cicho? A zawsze kiedy przychodzą jacyś Włosi, wtedy jest burdel, wszystko jest na tysiąc watów. Czasem nawet muszę krzyknąć: "Cisza, bo nie słyszę czy mi się gotuje woda, czy kasa liczy!" Bo nie tylko mam naszych drogich tutejszych gości, ale też Włochów, a czasem przychodzą i jedni, i drudzy razem. Raz miałem cały autobus, było ich..., przyjechali z Lipic tutaj na obiad. Ładnie zrobiłem pieczonego kurczaka, ale ponieważ byli różnej narodowości, to nie umieli się ze sobą dogadać, byli jak jakieś głuche pączki. Głuchy pączek to taki smakołyk, nasza specjalność, to pączek bez marmolady, możecie zamówić! No więc, ja już nie mogłem patrzeć na tych głupich gości, że siedzieli jak jakieś cytryny, bo ja jestem za... tą, no... za komunikacją, żeby się ściskać! Zapytałem Włocha:
"In Italia, come parla il polo - kurczak, co nie? Kukuryku?"
A Włoch: "Si, kukuryku!"
A później powiedziałem jednemu, który od razu mi wyglądał na Niemca, bo ja jestem też super detektorem narodowości, powiedziałem mu: "Und aus Deutchland?"
"Javol, kukuryku!"
"And in Great Britain?"
"O yes, kukuryku!". I później kukuryczeli jeden przez drugiego, to im powiedziałem:
"A widzicie, że nie ma potrzeby być cicho za stołem, zawsze można się dogadać w swoich językach!". Potem wszyscy już się zapoznali, kukuryczeli jak sam diabeł! Można powiedzieć, że po raz pierwszy Europa zjednoczyła się u mnie, tu, w karczmie Alen! Viva kukuryku!
A później, wiecie co, był też jeden Chińczyk, ale jeden z tych, co wyglądają jak ryż, i też, a nawet jeszcze głośniej niż tamci, zakukuryczał, tak... mocno, tak na bok: kukuryku! Powiedziałem mu, milcz, bo jeszcze wykukuryczysz kurzą grypę! I Paulca powiedziała:
PAULCA: Alen, nie blokuj Chińczyka! Co ty jesteś - rasista?! Nie wolno robić różnic między naszymi a innymi! Nie! Chryste Panie, żadnych różnic!
Aha, Paulca to moja żona, czekajcie, moment, poznacie ją. Paulca, Paulca, chodź, tu jest z kilka autobusów ludzi, chętnie by cię zobaczyli! No, nie ma jej. Zawsze, kiedy ją wołam, jest głucha jak stara kaczka, a zawsze kiedy nie chciałbym..., kiedy jestem, jakby to powiedzieć... w intymnej sytuacji z jakąś ślicznotką, wtedy zawsze przyleci jak gówno na muchę - przepraszam za wyrażenie - i jak nie krzyknie na mnie: Kurwiszon! Że jestem "do kurowstwa!"... do "viva la bigamia!"... do "ataku na nagie dupy"! "Ależ nie", mówię, "Paulca, ty źle widzisz, ta kobieta pode mną to jesteś ty, moja żona, to ciało, na którym leżę... mmm, jakie ładne!... to jest twoje ciało astralne!" Patrzy na mnie tępo tymi oczami jak dwie kluski ze śliwkami... możecie zamówić też z cynamonem; mówię jej: "Jest taka nowa teoria, Paulca, że wszyscy mamy też swoje ciało astralne! Nie możesz być zazdrosna sama o siebie, do cholery!" Nieźle ją bajeruję, prawda? Ale ja nie jestem za tą bigamią-bigamią, nie! Gdzieś po cichu czasem, jeśli akurat nadarzy się okazja, to się nie bronię, no, nie jestem za "viva la bigamia", ale bardziej za "viva fiołki". Mój ojciec, niech spoczywa w pokoju, też był taki. Tak, raz poszedł w góry... nie było go kilka dni w domu, a później się przytułał, miał wyrzuty sumienia, że mnie zostawił samego z gośćmi, i tylko żeby ich zbajerować, stanął za barem w ostrogach, powiedział, że wszędzie było tyle śniegu, że nie mógł przyjechać wcześniej, ale ja wiedziałem, że pojechał gdzieś z jakąś kobietą w góry... Ach, czasem naprawdę było widać, że był... jakby to powiedzieć, że się zaangażował, że się zakochał; przyjechał do domu całkiem odmieniony, bardzo wesoły, już z daleka krzyczał: "Viva fiołki!" Zawsze mi przynosił jakiś metalowy znaczek, na którym był taki ładny fiołek. Ładne, co nie? Ja je kolekcjonuję, znaczki. To jest dla mnie prawdziwa sztuka! To cała wypowiedź, bo tam jest niebieski fiołek i to uświadamia patriotycznie, bo tam jest nasz Triglav, który dla nas, Słoweńców, jest najważniejszym szczytem! Viva fiołki! (Wypija, ponawia gest liczenia pieniędzy). Nie myślcie, że mi chodzi o to... (Powtarza gest). Nie, ja mam taki tik, wiecie. Jak ci, co robią tak... (Pokazuje śmieszny tik), ale mi najpierw trafiło na palce. Dużo jest teraz tej choroby, to jest prawdziwa epidemia! No, może być epidemia jeśli chodzi o pieniądze, ale na sto procent jestem pewien, że epidemii wśród kurczaków u Alena nie ma! No więc tak zablokowałem Chińczyka, wydeklamowałem mu: "Słoweńcu, twój, ziemniak jest zdrowy!" Ale, co powiedziałem: ziemniak? Przepraszam, pomyliłem się: ziemia! Słoweński grunt, się rozumie! Ale, jeśli chodzi o ziemniaki, w tej samej cenie mamy puree i frytki. No dobrze, zablokowałem Chińczyka, ale dałem mu też się napić wódki Alen, którą sam pędzę, i dlatego możecie być na sto procent pewni, że wszyscy jesteśmy bezpieczni! Bo w dzisiejszych czasach bezpieczeństwo jest najważniejsze...
Przekład: Ewa Ziewiec
ALEN 1 (oštir):
Meni mi je prvo – gost! Ta glavna stvar v življenju je za mene gost. Jest – ta prva stvar, ki videm kašnega, ki pride u moj kmečki turizem Alen, zatu, ki jest se kličem Alen, ne; me veseli poznanje, me dela tista radovednost nutre, kaj, kaj je tu za en človek?! In segurno lahko rečem, de stoprocentno zmirem že naprej vem, kdu je kdu, kašen je, kaj bo tel jest in pit. Zato, ki jest, jest dam dosti na ... ku bi reko, na 'psihologijo uod hrane', a! In, če kašen ne je, rečmo svinjsko, pršuta in tašne bonitete, potem znam, da ma eno blokado, ki mogoče ne bi rad jel samga sebe. Haha. Ma znam, je nizko, je nizko, sem izpadu prasc jest, ma nisem, ne; ki prasc je najbolj inteligentna žival, a. Kaj je zdej izpadlo, de sem glup? A?! Ne?! Ben, dobro. Samo de ni vit. Ki jest dam dosti na 'videt fajn'. Se rihtam jest, ja. Sem kokolo, je res? Ben. Pole, kr ki pride kašna taka, ki so jo same kosti, sej znaste, ki danes morjo bit vse pupce ravne ku šank, ne, in znam že naprej, de ne bo jedla neč, de bo naročila za predjed pol kozarca vode in za glavno pej, kar je ostalo od tistga pol kozarca, alora za ne bit preveč na zgubi, ne, ki finančno je zanjo šik, ma meni mi dela nulo, alora ji rečem: »Bellissima, dejmo nardit tako, de bo prav za oba, ale, dej ti pojej namalo, de se ne boš zgrudla uod svoje lepote, jest pej, de ne bom šel pisat sez rdečo: inkaso – nula.« Ah, se damo d'akordo mi dva, zmirej. Ino ponavadi pole zmirej ženske pojejo vsaj pol njoka, ma jest moram računat polno ceno, mi je težko, ma kaj čemo, njok je njok, ne. Ja, je sez pravega, ekološkega krompirja, ki pr nas je vse ekološko, še dekoracja! Jest zmerej serviram zraven svinjske pečenke par ščetin uod prasca za informacjo, de jest ne depiliram prascou, ku uni v industriji, a ne! Pri nas je narava tista, ki diktira lepoto! Aja, tudi vc je ekološki. Za ženske je tle – za štalo, moški pej za lipo. Ki lipa je naš simbol in jo je treba zalivat, ji davat eliksir! Ah, jest dam dosti na tradicijo, na nacionalne simbole: lipa, vino, tašne stvari ... (Deklamira.) Prjatli spet trte obrodile so vince nam sladko ... Ma, ne, ne obhajamo državnega praznika, sem tel samo nazdravt. Čin. Vino Alen! Sem ga stiskou sam! Je forte dobro vino! Forte! Ma duh uod malisnce in zraven namalo duha uod švica uod uosla. Mm, ah, ku fino je ... (Nadaljuje z deklamacijo.) ... vince nam sladko, ki nam oživlja žile ... Eko, videste de jest sem tudi en kos zavednega deklamatorja, a?! Ma, tudi moj oče je bil zaveden, je držal to gostilno in je dal tudi dosti ..., ma forte močno je dal na domoljubje, na lipo, vino ... in zatu je tudi držal isti režim za vc. Eko, se ponavlja vse, je vse življenje en krog, en cel krog, pero jest se čutem, za povedat iskreno, kašnekrat ku pol kroga, taku – ku pol lune, ne; ku de me nekej manjka, ku de ena polovica mene me ni. Bo?! Je rekla ena moja prjatlca, ki uona je uno ... psihologo al psihiater, uona pride dostikrat sem, ji forte – močno dopade muj brancin, ha! Je lepa ženska, taku postavna. Aja, držimo tudi prsi uod putke, oblite 'po domače', lahko naročiste. Ben, alora je rekla ta doktorka uod psihe:
DR. PSIHA: Če se ne počutite popolnoma celega, potem gre po vsej verjetnosti za emocionalni manko iz otroštva – odsotnost matere. Enostarševska družina vas je očitno osebnostno indoktrinirala. Ma, jest nisem prou seguren zastran tega, je pej živa resnica, de moje mame nisem nikdar poznal, ma mi ni težko ... sej je dosti drugih žensk na svetu, je res? Pero, ki sem bil mičken, sem prašou očeta, zakaj imajo vsi mame jest pej ne? Zakaj morem bit glih jest ku en piščanc, ki ga je zvalila žarnica?! Ma je zmerej molčal ku riba na lešo. Pero, enkrat, se spomnem, pej se mu je zareklo:
OČE: Za mene je ni več. Mi smo se ločli, smo dali na pol vse! Vsak je vzel polovico. Mi nismo delali razlik!
ALEN 1: Bo?! Nisem nikdar zastopu, kaj na pol, kašneh razlik? Ma nisem tel bezat, ki uon se ga je, če sem ga kej preveč sprašavou zastran mame, rad užlajfal, mu je blo težko, ne. Ma, kaj čemo, meni mi ni blo slabo; je treba zmerej gledat pozitivno. Kaj ste taku tiho? Ajeja, kadar ki pridejo kašni Taljani, takrat je kažin, je vse na taužent vatou. Kašenkrat prou morem zakričat: Silencjo, ki ne čujem, al vre voda al mi šteje kasa!« Ma, nimam jest samo naše, drage domače goste ino Taljane, kakšnekrat pridejo tudi vsi zmešani. Enkrat sem mel en avtobus, jih je blo ..., so pršli sez Lipice, sem na kosilo. Sem naredo lepo piščanca al forno, ino, ki so bli različne nacionalnosti, ne, se niso znali neč pogovarjat med sabo, so bli ku eni gluhi krofi. Gluh krof je ena boniteta, špecjaliteta, je krof brez marmelate, lahko naročiste! Alora, jest pej teh mutasteh gostov nisem mogu gledat, de so sedeli ku ene lemone, ki jest sem za ... uno ... za komunikacije, za se stiskat, ne. Sem prašou Taljana:
»In Italia, come parla il polo – piščanc, ne? Kikiriki?«
Talijan pej: »Si, kikiriki!«
Pole sem reku enmu, ki sem vidu takoj, de je Nemc, ki jest sem tudi en forte močen detektor za nacije, ne, sem mu rekel: »Und aus Dojčland?«
»Javol, kikiriki!«
»And in Great Britain?«
»O yes, kikiriki!« Pole so kikirikali eden čez druzga, sem jim reku:
»Eko, videste, de ni potrebe za bit tiho za mizo, se lahko zmenmo v svojeh jezikeh vse!« Pole so bli združeni vsi, so kikirikali ku zlodji! Bi lahko reku, de se je taprvikrat Evropa združla pr mene, tle v gostilni Alen! Viva kikiriki! Pole pej, znaste, je bil tudi en Kitajc, al' en uod tisteh, ki gledajo ku riž, ki je tudi, ma še narveč glasno kikirikou, taku ... tude forte – močno na stran: kikiriki! Sem mu reko, molči, ke boš še skikirikou piščančjo gripo! Je Paulca rekla:
PAVLCA: Alen, ne stuj blokitat Kitajca! Kaj si – rasist?! Se ne sme delat razlik med našme in te remenme! Ne! Krišto buh, nobeneh razlik!
Aja, Paulca je moja žena, čakte, moment, jo boste spoznali. Paulca, Paulca, pridi, je tukej za ene par avtobusov ljudi, ki bi te rado vidlo! Ma, je ni. Zmirej, ki jo kličem, je gluha ku stara raca, kadar pej ne bi tel, ki sem, ku be reko ... v kašnem intimnem momentu sez kašno lepotico, takrat pej prileti ku drek na muho – oprostiste na izrazu, ma kaku kriči name: Kurbist! De sem 'za kurbizem!' ... za 'viva la bigamija!' ... za 'juriš naga ret'! »Ma, ne,« rečem, »Paulca, ti slabo videš, ta ženska tle pod mano si ti, moja žena, to telo, ki ležim na njem ... mmm, ke lepo! ... je tvoje aštralno telo!« Me gleda debelo sez uočmi ku dva njoka ud češp ... lahko naročiste sez cimetem; ji rečem: »Je nova teorija, Paulca, de mamo vsi tudi aštralno telo! Ne moreš bit ljubosumna sama nase, orko!« Jo fintiram dobro jest, a? Pero, jest nisem za tisto prou bigamijo-bigamijo, ne! Za postrani kdaj, če glih pride prilika, se ne branim, ma, nisem za 'viva la bigamija', sem več za 'viva murke'. Tudi moj oče, bog mu dej mira, je bil tak. Ja, kašnekrat se je šou planinca ... ga ni blo ene par dni domov, pole pej se je pr'klatu, ma je mel slabo vest, ki me je pustu samga ..., samga sez gosti, ino za jih fintirat, je pršel za šank kr sez derezami, je rekel, de je blo vse zameteno snega in ni mogel prit prej, ma jest sem znou, de je šel sez kakšno žensko na lepše, gor na planince ... Ah, kašnekrat se je prou vidlo, de je bil ..., ku be reko, de se je invulvirou, de se je zaljubo, ne; je pršou domov ves drug, forte vesel, je že od daleč klicou: »Viva murke!« Mi je zmiraj prinesel kakšno značko in gor je bila tašna lepa murka. Eko, je ena lepota to? Jest jih kolekcioniram, značke. Tu je zame prava likovna umetnost! Je izpoved, ki je plava murka in je narodno zavedno, ki je gor naš Triglav, ki je za nas Slovence ta glavni špič! Viva murke! (Spije, ponovi gesto preštevanja denarja.) Ne stujte mislit, de meni je za to ... (Ponovi gesto.) Ne, jest imam tašen tik, znaste. Ku kašni, ki delajo to ... (Pokaže smešen tik.), ma meni pej je udarlo na prste. Ma je dosti te bolezni zdej, je prou epidemija! Alora, lahko de je epidemija uod šoldov, ma sem stoprocenten, de epidemije uod piščancou pri Alen ni! Sem vsenako blokirou Kitajca, sem mu deklamirou: »Slovenc, tvoja žemlja je zdrava!« Ma, kaj sem reko – žemlja? Oprostiste, sem se pomotu, zemlja! Gruda slovenska, se zastope! Pero, zastran žemlje, po isti ceni držimo tudi kajzarce in bombete. Ben, sem zablokiral Kitajca, sem mu dal pit šnopca Alen, ki sem ga žgal sam, in taku ste stoprocentno varni, smo varni vsi! Ki varnost danes je glavna stvar ...